Strona główna III. Formacja UMYSŁU POKAŻ JĘZYK! Być słyszalnym w swym milczeniu

Być słyszalnym w swym milczeniu

45
0

Milczenia przeważnie nie będziesz żałował (chyba że na ustnym zaliczeniu lub egzaminie), natomiast nadmiaru mowy – tak. Milczenie jest największym błogosławieństwem, jakie może – chociaż coraz rzadziej – dać nam współczesny świat. Świat pełen wrzasku polityków, rozmaitej maści mówców, krzyku reklam, obietnic podstępnych ideologii.

Trudna nauka milczenia

Milczenie jest niełatwo dowartościować zwłaszcza ludziom młodym. Natomiast im człowiek starszy (widzę to po sobie), tym bardziej je ceni. Może dlatego, że więcej wie – bo więcej przeżył, więcej doświadczył, poznał, przeczytał… A im więcej się wie, tym częściej się milczy. Dopiero milcząc, możemy usłyszeć drugiego człowieka, usłyszeć Boga. Pamiętam, jak ktoś kiedyś powiedział, trochę z nutą humoru, ale i nostalgii czy nawet smutku: „Jaka szkoda, że zaczynam cenić słuchanie dopiero w wieku, gdy już przestaję słyszeć”. Potrzeba dwóch lat, aby nauczyć się mówić, a kilkudziesięciu, aby nauczyć się milczeć.

Ale jedno i drugie – i mowa, i milczenie – są niedobre, gdy ich za dużo. Oczywiście, i słowem, i milczeniem można drugiego zranić. Niemiecki pisarz, urodzony przed wieloma laty w niemieckim wtedy Ełku, honorowy obywatel naszego miasta, Siegfried Lenz, napisał: „Strzałę, która cię ugodziła, możesz wyrwać, ale słowa utkwią w tobie na zawsze”.

Czym jest wartościowe milczenie?

Mylisz się, jeśli uważasz, że milczenie to tylko przerwa w mówieniu. Jest ono odrębnym sensem. Milczące sensy świetnie potrafił pokazywać na przykład Cyprian Kamil Norwid, którego dwusetlecie urodzin obchodzimy w bieżącym roku. Chociażby w poemacie Assunta poeta znakomicie operuje słowem oraz właśnie milczeniem, przemilczeniami. Każdy język ma swój specyficzny sposób mówienia, pisania, ale i milczenia. Milczenie „odzywa się” zwłaszcza w kontekście wypowiadanych słów, czy też w muzyce – w opozycji do dźwięku. Milczenie – oprócz czasu –  jest często najlepszym lekarstwem na ból, na cierpienie – i ludzi, i pewnie jeszcze bardziej zwierząt. Ja w domu mam dwa duże, piękne koty rasy Maine Coon. Gdy jeden z nich, o imieniu Chester, zachorował i cierpiał, nie skarżył się, nie miałczał (zresztą Maine Coony nie miałczą, a po swojemu mówią swoim kocim językiem), tylko zaszył się w kącie pokoju i cierpliwie milczał.

Dobre słowa nie wymagają gadulstwa

Pierwszym poziomem komunikowania jest komunikacja intrapersonalna – czyli z samym sobą, komunikowanie wewnętrzne, myślowe. Zanim coś powiesz, rusz głową, obróć siedem razy język w gębie. Zresztą dobre słowa nie wymagają gadulstwa. Dobre słowa – jak twierdzi św. Matka Teresa z Kalkuty – są krótkie i łatwe do wypowiedzenia. Jednak ich echo jest nieskończone. Może to echo nie rozlegnie się od razu, jak echo – mieszkam przy lesie to słyszę – kukania kukułki, stuku dzięcioła, lecz dopiero po jakimś czasie, ale z ogromną skutecznością. A jeszcze lepsze i więcej pożądane niż dobre słowa są oczywiście dobre uczynki. Mają one większą moc niż wszystkie słowa. Dlaczego? Bo mówić może każdy, ale niewielu wykona to, co powie. Może być niestety tak, że usta słów pełne, ale co z tego, kiedy serce puste.

Zauważcie, że wszystkie słowa (a szczególnie te mądre) rodzą się z milczenia i znajdują ujście w milczeniu. Oczywiście, milczenie może być też niewiedzą, pustką, jakimś brakiem. Bezpieczniej jest milczeć niż mówić – zwłaszcza prawdę. Bo prawda boli, jest niewygodna, nie każdy potrafi ją przyjąć. 

Być słyszalnym w swym milczeniu

Aby poznać drugiego człowieka, aby zrozumieć, należy znać i jego słowa, i jego milczenie – wiedzieć, co ono oznacza. Ci, dla których jesteś ważny, słyszą cię nawet wtedy, gdy nic nie mówisz. Kimś takim jest też, a raczej przede wszystkim – Bóg. Ale jeszcze nikt nie wymyślił lepszego komunikowania niż poprzez język, czyli słowa. Przeciętny Polak używa siedmiu tysięcy słów, chociaż w słowniku języka polskiego, w zasobie leksykalnym, mamy  ich ponad 125 tysięcy. Starajmy się używać pięknych słów. Zdaniem znakomitej aktorki Audrey Hepburn, aby mieć piękne usta, niekonieczna jest szminka Chanel, wystarczy wypowiadać piękne słowa.

Pielęgnujmy drzewo milczenia, bo na nim wisi wspaniały owoc – spokój. Spokój jest owocem milczenia. Rozumnego, sensownego milczenia. Właśnie tak filozof Artur Schopenhauer pojmuje milczenie. Największą sztuką jest milczeć w ten sposób, aby – paradoksalnie – być słyszalnym w swym milczeniu.

ks. Jerzy Sikora

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here