Strona główna II. Formacja SUMIENIA NASZ ŚWIĘTY Kiedy poznałem ks. prał. Kazimierza Hamerszmita?

Kiedy poznałem ks. prał. Kazimierza Hamerszmita?

18
0

Pierwsze zetknięcie się, gdyż trudno to nazwać poznaniem, miało miejsce w czasie pielgrzymki do Lourdes zorganizowanej przez włoską Lega Sacerdotale Mariana w roku 1989. Przebywałem tam z grupą kapłanów – emerytów z diecezji warmińskiej oraz z diecezji łomżyńskiej, od 19 do 26 lipca jako ich duchowy opiekun na czas pielgrzymki.

Pielgrzymi byli rozlokowani w wygodnych wagonach, klimatyzowanych i zradiofonizowanych.

Podziwialiśmy organizację podróży. Opieka wolontariuszy, najczęściej młodych, była ujmująca. Wśród personelu obsługującego pielgrzymów były pielęgniarki oraz lekarz. Bardzo sprawnie radzono sobie z wyżywieniem podróżnych. Wszystko było bardzo dobrze przygotowane. Napoje w wystarczającej ilości, posiłki – nawet gorące w specjalnych pojemnikach. Szybko i sprawnie przygotowywano także przedziały wagonów do spoczynku nocnego pielgrzymów.

Podróż – pielgrzymka była zaplanowana jako rekolekcje. Dzięki radiofonizacji, prowadzone były wspólne modlitwy i ćwiczenia duchowne po włosku. Polacy mieli swoje „wejścia”. Prowadziłem dla nich modlitwy, konferencje, medytacje.

Nazajutrz, po przyjeździe do Lourdes, zostaliśmy rozlokowani na kilkudniowy pobyt. Włączyliśmy się w rytm pielgrzymiego życia w Sanktuarium, odprawiając nasze rekolekcje. Ja głosiłem konferencje dla polskiej grupy. Poza tym spotykaliśmy się także na wspólnych nabożeństwach i Eucharystii.

W czasie pielgrzymki z Warszawy przez Rzym do Lourdes, wśród polskich kapłanów, zwróciłem uwagę na tych, którzy pochodzili z diecezji łomżyńskiej – po prostu dlatego, że ich nie znałem. Szybko zauważyłem wśród nich starszego kapłana, który trzymał się jakby na uboczu, był zawsze na wszystkich konferencjach i ćwiczeniach. Otaczali go inni kapłani dyskretnym, ale zauważalnym szacunkiem. To był ks. prał. Kazimierz Hamerszmit. Pamiętam, że zainteresowałem się tym kapłanem, ponieważ od jakiegoś czasu to nazwisko pojawiało się w mojej świadomości. Nie pamiętam już kto i co o nim mówił. Zawsze były to wzmianki  w kontekście pełnym uznania i szacunku.

Tymczasem ksiądz prałat – jak to zauważyłem – trzymał się jakby na uboczu. Oczywiście, ks. K. Hamerszmit był zawsze razem, w miarę rozmowny. Czuło się jednak w nim jakąś niezależność. Był z nami, ale odnosiło się wrażenie, że nie traci swojej autonomii, nie utożsamia się do reszty z grupą czy z tłumem. Próbowałem z nim – podobnie jak z innymi kapłanami – rozmawiać. Odnosił się do mnie z dużym szacunkiem, ale bez kłopotliwej przesady. Istniała jakby niewidoczna granica, której nie przekraczał i której rozmówcy nie wypadało też naruszać. Budził naturalną sympatię i rzeczywiście cieszył się szacunkiem i sympatią naszych pielgrzymów, lecz wyraźnie bez nadmiernej poufałości.

Zatrzymałem się dłużej nad tym spostrzeżeniem z pielgrzymki do Lourdes, gdyż kilka lat później, gdy lepiej poznałem osobowość księdza prałata, zauważyłem to samo: był bliski, jednocześnie zachowując nadzwyczajną niezależność w swoim myśleniu i w wypowiadanych opiniach.

Po kilku dniach powróciliśmy do Rzymu pociągiem, stamtąd na drugi dzień mieliśmy odlecieć samolotem do Warszawy. W Rzymie zostaliśmy przyjęci na prywatnej audiencji przez Ojca Świętego Jana Pawła II w Castel Gandolfo. Najpierw, braliśmy udział we Mszy św. koncelebrowanej, której przewodniczył Ojciec Święty. Po mszy Ojciec Święty znalazł czas, aby przy każdym się zatrzymać a czasem krótko porozmawiać.

W czasie wspomnianej audiencji w Castel Gandolfo, przedstawiałem Ojcu Świętemu obecnych kapłanów. Wszystko się powtórzyło. Ojciec Święty zwrócił uwagę na ks. Hamerszmita, dłużej się przy nim zatrzymał i rozmawiał. Ks. K. Hamerszmit powitał Ojca Świętego z wielkim szacunkiem, odpowiadał na pytania, zachowując przy tym naturalny, pełen godności sposób bycia.

Piękne spotkanie.

abp Wojciech Ziemba

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here