MIESIĘCZNIK

DIECEZJI

EŁCKIEJ

 

 

strona główna | o nas | kontakt | archiwum 

 

 

Listopad 2011

 

___________________

 

W numerze: 

 

ŚWIĘTOŚĆ

 ZADUSZKI

 UMIERANIE

 ODSZEDŁ DO PANA

 W DIECEZJI

 NAUCZANIE I WYCHOWANIE

 KOŚCIÓŁ I SPOŁECZEŃSTWO

 HISTORIA I WSPÓŁCZESNOŚĆ

 WSPOMNIENIA

 ZAMYŚLENIA

 MŁODZIEŻ

 DZIECI

 RELAKS

DZIELMY SIĘ MIŁOŚCIĄ: 

 

BIULETYN INFORMACYJNY CARITAS DIECEZJI EŁCKIEJ - bezpłatny dodatek do MARTYRII 

 

DZIELMY SIĘ MIŁOŚCIĄ: 

MACYJNY CARITAS DIECEZJI EŁCKIEJ - bezpłatny dodatek do MARTYRII 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeżeli chcesz zapoznać się ze szczegółowym spisem numeru: 

>> kliknij <<

 

 

 

 

 

 

Druga strona życia oraz święci Starego Testamentu

 

Listopad ma w Polsce szczególny charakter. Rozpoczynamy go Uroczystością Wszystkich Świętych, w której uwielbiamy Boga za wszystkich nieznanych nam „obywateli nieba”, a w kolejnych listopadowych dniach zanurzamy się w modlitwę błagalną, prosząc Boga, szczególnie w wypominkach, o otwarcie bram nieba dla wszystkich zmarłych. Z zadumą zatrzymujemy się nad grobami naszych bliskich, wspominamy ich z powagą i miłością, a jednocześnie zastanawiamy się, jak tam jest – po drugiej stronie życia. Warto nadmienić, że dni pamięci o zmarłych nie są częścią tylko naszej chrześcijańskiej tradycji. Na przykład społeczność żydowska na cmentarze przychodzi licznie, dnia dziewiątego miesiąca (sierpień) – w rocznicę zburzenia świątyni jerozolimskiej i w miesiącu elul (wrzesień) – miesiącu skruchy, poprzedzającym żydowski Nowy Rok (Rosz HaSzana).

czytaj więcej

__________________________________________________

 

W listopadowej zadumie

 

Wszędzie rozsnuły się nitki babiego lata… Srebrne pajęczynki okryły gałęzie drzew, zwisają z parkanów, diamentami lśnią na zrudziałej już trawie. Odchodzi lato. Wiatr pracowicie pozrywał z drzew resztki liści. Jeszcze niedawno szumiały wesołe pieśni, teraz stoją nagie, w ciemnobrunatnej korze. To już listopad, jesień obejmuje świat w swoje panowanie. Pojawia się też nostalgiczna zaduma nad przemijaniem. W głowie kołacze się myśl, że czas ucieka, mija młodość, nadchodzi jesień życia, przybliżająca do końca pobytu na ziemi.

 

Nadchodzi listopadowe wspomnienie zmarłych. Zaduszki. Cmentarne alejki pokryły się kobiercami kolorowych liści, które smutno szeleszczą pod nogami. Słychać jakby jakąś tęskną pieśń albo prośbę ludzkich dusz o pamięć. Pochylamy się nad grobami naszych bliskich, to im winniśmy modlitwę, msze święte, a także zapalony znicz, położony kwiatek. Byli tacy kochani dziadkowie, rodzice, znajomi… Od nich otrzymaliśmy tyle dobra, miłości i mądrości, by iść właściwą drogą, rozpoznawać dobro, kochać Boga i ludzi.

czytaj więcej

__________________________________________________

Nie jest łatwo być przy umierającym

Rozmowa z ks. Przemysławem Zamojskim, który podczas studiów we Włoszech pełnił posługę kapelana w Policlinico Umberto I w Rzymie

 

Podczas studiów w Rzymie pracował ksiądz jako kapelan w poliklinice. Co to za miejsce?

— Policlinico Umberto I jest to największy kompleks szpitalny w Europie. Można powiedzieć, że miasto w mieście. Szpital tworzy ponad 70 budynków. W związku z tym ma własną ochronę, bank, biura adwokackie. Poliklinika ma również własny kościół, przy którym posługuje siedmiu kapelanów z różnych krajów.

czytaj więcej

__________________________________________________

 

Jeszcze ten pogrzeb...

 

Komercja zabija myślenie o wieczności

 

– Wśród różnych spraw jeszcze w grafiku mam śmierć ojca. Lekarz mi powiedział: dwa, góra trzy dni. Na wszelki wypadek księdza zawołałem. Niech namaści, modły odprawi – sukces gwarantowany. Trzeba pogrzeb zaplanować. Są firmy, które proponują usługi kompleksowe – takie, że nic mnie nie interesuje, nawet przez moment zwłok nie zobaczę. Towar pięknie opakowany, w dębie zostanie dostarczony do kościoła i na cmentarz. Tymczasem robota goni robotę. Kondolencje przyjmę w biurze albo w kościele, czy na cmentarzu.

 

Taki monolog to niekoniecznie fikcja. Pogrzeb jest zjawiskiem bardzo niekomfortowym, deficytowym – dlatego firmy pogrzebowe prześcigają się w propozycjach optymalizacji tej przykrej sytuacji. Przy Policlinico Umberto I w Rzymie ogromny bliboard informuje: Pogrzeb 800 € – wszystko zawiera się w cenie. Piękna perspektywa – człowiek kładzie się do szpitala i myśli sobie: wszystko na wyciągnięcie ręki, nic tylko umierać, będą mieli ze mną wygodnie.

 

czytaj więcej

__________________________________________________

 

Był oryginałem

 

Jaka jest najpowszechniejsza choroba współczesnego świata? Rak? Trąd? AIDS? Nie. Pospolitość, belejakość ludzkiej egzystencji, schematy, konwencje i co za tym idzie – nuda. Ale na szczęście zdarzają się ludzie- -oryginały, tacy jak ks. Henryk Cimochowski. I wtedy na tym Bożym świecie chociaż trochę ciekawiej. Gdy na jego pogrzebie w rozmowie z abpem Wojciechem Ziembą powiedziałem, że umarł jeden z oryginałów i jest już ich coraz mniej – metropolita odrzekł: nieprawda, że mniej, bo pojawią się nowi. Bóg daje ich tyle, ile trzeba.

 

Gdy trzynaście lat temu po raz pierwszy spotkałem księdza prałata Henryka, od razu zauważyłem w nim oryginalność i poczucie humoru. Kiedy pojawiał się w refektarzu – seminaryjnej stołówce – było radośnie. Gdy panowała cisza i słyszało się tylko stukanie sztućców o talerze – od razu było wiadomo, że brakuje prałata. Nie lubił, i nieraz protestował, jak zwracano się do niego: „księże prałacie”. Wystarczył zwrot: „księże” lub „księże Henryku”. Nie cierpiał bufonady. Może czasem traktowaliśmy go za bardzo „kumpelsko”, wręcz jak naszego rówieśnika. Może trochę dokuczaliśmy, ale on i tak się nie dawał. Doskonale się bronił – słowną ripostą, ironią, dowcipem. W swoim sposobie bycia okazywał zdecydowanie, a nawet i szorstkość, to jednak tak naprawdę w głębi serca był wrażliwy i czuły. Na obrazku prymicyjnym napisał, wyrażając swoją życiową, kapłańską dewizę: Bogu – serce, ludziom – uśmiech, sobie – krzyż. Starał się być wierny temu wymagającemu przesłaniu przez czterdzieści sześć lat kapłańskiej drogi.

czytaj więcej

__________________________________________________

 

Zaduszki żeglarskie

 

21 sierpnia 2006 roku dla Mikołajek pozostanie na zawsze datą-symbolem. O godzinie 14.20 rozpętała się nawałnica o sile dwunastu stopni w skali Beauforta. Jest to już wiatr huraganowy, powoduje uszkadzanie budynków, wyrywanie drzew z korzeniami. Powietrze wypełnia się pianą i pyłem wodnym, stąd też nazwa „biały szkwał”. Wówczas żywioł pochłonął dwanaście ofiar.

 

W listopadowej zadumie zastanawiamy się nad swoim życiem i wspominamy tych, których już nie ma pośród nas. W Mikołajkach od kilku lat organizowane są Zaduszki Żeglarskie.

czytaj więcej

 

POWRÓT