Strona główna II. Formacja SUMIENIA OKIEM PROBOSZCZA Mój brat był przeciwnikiem szczepionek. Czy ma grzech?

Mój brat był przeciwnikiem szczepionek. Czy ma grzech?

17
0

Pojawiły się doniesienia o zachorowaniach na odrę. W naszej rodzinie wrócił temat: czy szczepić dzieci czy nie? Mój brat był przeciwnikiem szczepionek. Czy ma grzech?/Adam, l. 27/

Szczepionki w konfesjonale

Przeciwnicy szczepień poddają w wątpliwość skuteczność szczepionek, zwłaszcza w dłuższej perspektywie czasowej. Twierdzą, że w sytuacji ogólnej poprawy warunków życia zagrożenie wybuchem epidemii jest minimalne. Szczepienia zaś są związane z na tyle wysokim ryzykiem wystąpienia powikłań, że globalnie lepiej leczyć rzeczywiste choroby, niż szkodzić sobie przez zapobieganie jedynie prawdopodobnym epidemiom. Brak odpowiednich potwierdzeń naukowych stanowi główną słabość argumentacji „antyszczepieniowców”. Według nich statystyki medyczne powstają na zamówienie lobby farmaceutycznego, organizacji niezwykle potężnej i bogatej. Atak przeciw szczepionkom zainicjował w 1998 r. Andrew Wakefield w najważniejszym na świecie piśmie medycznym „Lancet”. Przyznał się jednak w 2010 r., że wnioski z jego artykułu nie były potwierdzone poprawnymi badaniami.

Zwolennicy szczepień natomiast wykazują, że dzięki nim zatrzymano i ograniczono wiele chorób na całym świecie, np. polio czy wirusa ospy prawdziwej. Zapowiadają, że w razie zachorowania śmiertelność dzieci szczepionych jest kilka razy mniejsza niż przy braku szczepień. Wykazują, że ewentualne powikłania nie są uzasadnione naukowo. Wysoki postęp nauk medycznych sprawia, że obecne szczepionki są dużo mocniej kontrolowane i bezpieczniejsze niż te sprzed 50. lat. Eliminuje się wszelkie potencjalnie problematyczne substancje pomocnicze, np. związki rtęci. Na niekorzyść zwolenników szczepień świadczy fakt, że co jakiś czas wycofuje się podejrzane partie szczepionek. Tak było w 1999 r. w USA i w 2007 r. w Polsce. Jednak, według zwolenników szczepień, świadczy to o tym, że są one pod należytą kontrolą państw i organizacji medycznych.

Co do oceny moralnej, mówimy jedynie o ryzyku ewentualnego zachorowania, więc nie ma tu bezpośredniego łamania piątego przykazania. Nie szafuję więc słowem „grzech”. Przeciwnik szczepionki ma prawo do swoich poglądów, bilansując kwestie ewentualnych zysków i strat. Co innego jednak, kiedy podejmuje w swoim sumieniu takie ryzyko co do własnego dziecka. On ma prawo chronić i leczyć swoje dziecko najlepiej, jak umie. Co innego jednak, kiedy naraża na zarażenie inne osoby, np. dzieci z przedszkola czy ze szkoły. W tym wypadku szczepienie swoich dzieci wydaje się uczciwsze, nawet przy uzasadnionej obawie ewentualnych powikłań.

Powroty syna marnotrawnego

Spowiedź jest dla mnie ciężkim obowiązkiem, który spełniam, kiedy muszę, na pogrzeb albo święta. Niestety, coraz trudniej mi to przychodzi. Znajomi też mówią, że księża przestali udzielać nauk przy spowiedzi albo bardzo się spieszą i mówią tylko kilka ogólnych uwag, które do nas nie trafiają. A może to ja nie umiem się dobrze spowiadać? Nie wiem. /Jerzy, l. 46/

Kłopot z wielu nielubiącymi się spowiadać jest taki, że nie przychodzą do konfesjonału w dzień zwykły, kiedy jest więcej czasu na rozmowę. Przychodzą w ostatniej chwili przed świętami, kiedy jest kolejka kilkunastu czy kilkudziesięciu osób. W takich okolicznościach niejeden ksiądz przyspiesza, żeby wyspowiadać wszystkich i nie jest zawsze skoncentrowany.

Czy Pan umie się spowiadać? Nie ma jakiegoś niedościgłego ideału w tej dziedzinie. Święty Tomasz z Akwinu, geniusz intelektu, spowiadał się podobno prosto, jak małe dziecko. Święty Jan Maria Vianney, który spowiadał około sześciu godzin dziennie, twierdził, że naprawdę dobrze przygotowana spowiedź będzie trwać trzy minuty, i zalecał: „Unikajcie niepotrzebnego oskarżania się. Jest ono stratą czasu spowiednika, irytuje czekających i gasi pobożność”.

Powinniśmy więc paradoksalnie mniej mówić, a bardziej dostrzegać – jak w przypowieści o synu marnotrawnym – że ktoś za nami tęskni, że ktoś nas szalenie kocha i czeka na nasz powrót. Dobra spowiedź powinna płynąć z miłości do Boga albo przynajmniej z wiary.

Miarą dobrej spowiedzi nie jest zadowolenie po wyznaniu, nauce spowiednika czy po rozgrzeszeniu. Owszem, odcięcie pętających nas więzów grzechu winno dawać poczucie lekkości. Powinniśmy odchodzić od konfesjonału wyprostowani niczym królewskie dzieci, które odzyskały utracone królestwo. Jednak dobre samopoczucie religijne może być nieraz bardzo mylące, o czym świadczy choćby ewangeliczna przypowieść o modlitwie faryzeusza i celnika.

Znakiem pewnym dobrej spowiedzi będzie dobre spełnienie pięciu warunków sakramentu pojednania. Proszę się zastanowić, kiedy zrobił Pan ostatnio rachunek sumienia, nie z głowy, ale z książeczki. Obawiam się, że sporo z nas przez lata nie zrobiło dobrego, mocnego postanowienia poprawy. Wielu z nas „mydli” kapłanowi oczy przy wyznawaniu grzechów. Sformułowanie: „nie zawsze chodziłem do kościoła” jest typowym przykładem lawirowania. Ksiądz nie musi być psychologiem i domyślać się, jakie mamy naprawdę grzechy. Mam przekonanie, że naprawdę dobrego wyznania win w konfesjonale nie zlekceważy żaden kapłan. Ale w gruncie rzeczy rozumiejącego nas spowiednika trzeba sobie wymodlić.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here