Strona główna III. Formacja UMYSŁU OTWÓRZ OCZY, ZACZNIJ MYŚLEĆ „Co człowiek sieje, to i żąć będzie”

„Co człowiek sieje, to i żąć będzie”

31
0

Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Jest tak nie tylko w przypadku choćby decyzji o podjęciu pracy. Ta prosta prawda dotyczy również jakości Kościoła – wspólnoty ludzi wierzących w Chrystusa.

Z pewnością dużo bardziej popularne były te słowa jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Pod despotycznymi rządami szlachty, później pod zaborami, okupacją radziecką czy wreszcie w dyktaturze kapitalizmu lat 90. Obecnie, jednak coraz większą odpowiedzialność cedujemy na państwo, które ma nam zapewnić dobrobyt. Tak jednak nie będzie nigdy – źródłem sukcesu zawsze będzie praca.

Pracownicy kościelnej „winnicy”

Nic dobrego nie wydarzy się, gdy zrezygnujemy z wzajemnej odpowiedzialności. Odpowiedzialności nie tylko za siebie, rodzinę i sąsiada, ale szerzej – za całą wspólnotę. Największym problemem współczesności jest indywidualizm potęgujący w człowieku konsumpcyjną ślepotę. Dobra materialne zastępują nam relacje, które są wszak obarczone pewnym ryzykiem – możliwością nieodwzajemnienia.

Tak też jest w kościele. Skoro rzucam co niedziela pieniążek na tacę, mam czyste sumienie – wszak utrzymuję księdza, czegóż on jeszcze ode mnie mógłby chcieć? Otóż, Twój pieniążek na tacy jest niczym. W żaden sposób nie uratuje Kościoła. Oczywiście, również księża muszą mieć za co żyć, jednak ich głównym powołaniem jest głoszenie Słowa Bożego, które wszak największe owoce przynosi, „gdzie dwóch lub trzech gromadzi się w Jego imię”. Nie jeden – wielu.

Potrzeba zaangażowania

No ale przecież na niedzielnej Mszy świętej wciąż gromadzi się wiele osób, czyż nie jest to tożsame ze wspólnotą? Otóż nie! Cechą nieodłączną wspólnoty jest zaangażowanie w jej budowę – wzięcie odpowiedzialności za jakąś jej część, utożsamienie się z nią, włączenie. Wspólnoty nie buduje sama obecność – niezbędne jest działanie.

Dochodzimy więc współcześnie do absurdalnej sytuacji, w której bogacz przeznaczający ułamek tego, co mu zbywa, mieni się altruistą i filantropem. W żadnej mierze nim nie jest! Nie jest zupełnie żadnym heroizmem dzielenie się z bliźnim tym, czego mi zbywa. Prawdziwie godnym pochwały zachowaniem jest zaangażowanie się w pomoc drugiemu, poświęcenie mu najcenniejszych aktywów – czasu i uwagi.

Prochem i niczem

Tymże są właśnie pieniążki wrzucone w niedzielę na tacę, czy nawet w większej kwocie przekazane na cele charytatywne. Dopóki nie wyjdę do drugiego człowieka, nie wezmę na swe barki odpowiedzialności za jego los, problemy i trudności, nijak nie mogę nazwać się wrażliwym społecznie.

Tak jest też w Kościele. Łatwo nam krytykować hierarchów za to, że nic nie robią. Nader często jest to prawda, wynikająca z dekad zaniedbań kształcenia seminaryjnego, jednak powtórzę przesłanie mych poprzednich artykułów – to my, wierni, jesteśmy Kościołem. My go tworzymy, my w nim uczestniczymy, my więc jesteśmy za niego odpowiedzialni.

Co zasiejesz, to zbierzesz

Jeśli chcesz zatem mieć moralne prawo do wypowiadania się na jakiś temat, najpierw zacznij działać! Rób więcej niż inni, nie siedź, nie narzekaj, nie obgaduj, nie krytykuj. Weź odpowiedzialność za otoczenie – wychyl nos ze swej klatki, otwórz klapki z oczu.

Nie musisz tego oczywiście robić. Możesz dalej prowadzić robotyczny żywot i narzekać na władzę, partię polityczną, księdza, policję czy kogokolwiek innego. Pamiętaj tylko o jednym: ut sementem feceris, ita metes. Jak posiejesz, tak zbierzesz.

Marcin Kawko

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here