Strona główna II. Formacja SUMIENIA POKOCHAĆ MISJE Misja polskich franciszkanów w Pariacoto

Misja polskich franciszkanów w Pariacoto

8
0

Pariacoto, to miasteczko w peruwiańskich Andach, które dla czytelników może się kojarzyć z miejscem męczeńskiej śmierci błogosławionych franciszkanów: o. Michała Tomaszka i o. Zbigniewa Strzałkowskiego w sierpniu 1991. Beatyfikacja miała miejsce w 2015 roku a w samym Pariacoto nieprzerwanie posługują polscy franciszkanie. Oto kilka obrazków z ich życia, które do czasów pandemii koronawirusa niewiele różniło się od tego, które niespełna trzydzieści lat temu było udziałem błogosławionych męczenników.

 Wczoraj…

Misja taka jak prawie wszystkie. Prowadzimy parafię, w skład której wchodzi pięć dawnych parafii z siedemdziesięcioma trzema wsiami, czasem odwiedzanymi tylko raz na rok, położonymi na wysokości od 600 do 4000 m n. p. m., rozsianymi na przestrzeni ponad tysiąca kilometrów kwadratowych. Jak sobie możecie wyobrazić większość czasu spędzamy za kierownicą lub z lejcami w ręku, próbując wycisnąć co się da z biednego muła (skrzyżowanie konia z osłem, które w tych górskich warunkach najbardziej się sprawdza). Miejscowa ludność to w większości potomkowie Inków, rdzenni mieszkańcy tych ziem.

Kilka migawek:

31.12. – 2.01. – noworoczna wizyta w Pampas Grande i Chorillos. Obie miejscowości położone są wysoko, prawie na 4000 m n.p.m., co czasem powoduje tzw. sorocze, chorobę spowodowaną niedotlenieniem organizmu (powietrze jest na tej wysokości bardziej rozrzedzone); objawy to niesamowity ból głowy, biegunka, wymioty i wszystko, co najgorsze. Na szczęście trwa jeden, góra dwa dni, potem organizm przyzwyczaja się, ale następnym razem będzie to samo… Ludzie żyją z uprawy ziemniaków, pszenicy i hodowli bydła. Największym problemem jest brak wody, w tej części gór pada coraz mniej i ludzie są zmuszeni emigrować do dużych miast. Coroczną atrakcją noworocznych celebracji są tzw. negrazos, andyjska odmiana naszych kolędników. Uczestniczą we Mszy św. a potem chodzą od domu do domu, śpiewając tradycyjne pieśni, oczywiście nie za darmo…

12.01. – ślub Inocente i Liny w Quisquis. Inocente jest nauczycielem religii w pobliskim miasteczku Cachipampa. Tutaj ślub kościelny jest nie lada wydarzeniem, dlatego odnotowujemy ten fakt w kronice, bo jakieś 95 % par żyje bez sakramentu małżeństwa. Menu świąteczne: cui w sosie pikantnym (rodzaj świnki morskiej hodowanej w domach, typowe andyjskie danie).

15.01. – Eucharystia w Pampan za zmarłą rok temu Marię. Do Pampan jeździmy raz lub dwa razy w roku, przede wszystkim na święto patronalne w październiku. Tym razem zaproszono nas na mszę za zmarłą. Takie wyjazdy, z punktu widzenia duszpasterskiego są bardziej owocne: wszyscy są trzeźwi i uczestniczą w Eucharystii. W czasie święta patronalnego niestety tak nie jest. Miejscowi narzekali na tegoroczną suszę, właściwie nie padało, a rolnictwo jest tu jedynym źródłem utrzymania. Uderzyła nas także niesamowita ilość dzieci. Te, jak zawsze uśmiechnięte, mogły w końcu zrealizować swoje marzenie: przejechać się naszym wozem terenowym „na pace”.

Dzisiaj…

Studia w Rzymie… Panie Boże, dziękuję ci za to, że niedługo się pewnie skończą. Potem jak najszybciej do Peru. Jestem przekonany, że wielu z czytelników jest świadomych, że negatywne efekty pandemii są odczuwalne bardziej w krajach ubogich. Powodów tego tysiąc, co najmniej. W poprzednich numerach mieliście relację z Boliwii. Wczoraj zmarł tam jeden z naszych braci. Sytuacja w Peru jest podobna i do tragedii humanitarnej, brakuje naprawdę niewiele. Dawka negatywnych informacji, które dotarły do nas wszystkich w związku z koronawirusem osłabiła naszą wrażliwość i empatię. Zresztą, już nawet do nas te wiadomości nie docierają. A Pariacoto jest obecnie drugą gminą z największym wskaźnikiem zachorowań w województwie Ancash. W więcej niż połowie domostw przynajmniej raz w czasie trwania kwarantanny zabrakło jedzenia. Kilka dni temu, rząd podjął decyzję, że kwarantanna całkowita będzie przedłużona do końca lipca, pomimo tego, że nikt już jej praktycznie nie przestrzega. Ludzie snują się po ulicach, szukając jedzenia i starając się podjąć jakąś pracę. Można by tak godzinami… Dramat.

Jutro…

Od kilku miesięcy bracia nie mogą sprawować oficjalnie sakramentów z ludem. To ostatecznie jeszcze większy dramat. Jako Zakon, pewnie przetrwamy tę próbę, ale rany trzeba będzie długo leczyć: te zewnętrzne i te, które powstaną wewnątrz tych, którzy walczą teraz o przetrwanie. Dlatego zapraszam cię, drogi czytelniku, do włączenia się w modlitwę za naszą misję i za wszystkich, którzy w tej chwili stają przed wyzwaniami, o których jeszcze kilka miesięcy temu nawet nie śnili. Panie, daj moc trwania w nadziei, której źródło znajduje się w Tobie.

o. Jacek Lisowski, franciszkanin

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here