Strona główna II. Formacja SUMIENIA POKOCHAĆ MISJE PAMIĘTAJMY O MISJONARZACH

PAMIĘTAJMY O MISJONARZACH

137
0

 

Współczesny świat wyhamował z powodu pandemii koronawirusa. Od kilku miesięcy dotykają nas surowe restrykcje. Dzieci nie chodzą do szkół i przedszkoli, dorośli do pracy. Zamknięto lotniska, hale sportowe, kościoły. Musimy nosić maseczki…, nie wolno uczestniczyć w zgromadzeniach, które sprzyjają przenoszeniu groźnego wirusa z jednych na drugich. Ubolewano nad tym, że także życie kościelne zamarło, a Wielkanoc przeżywaliśmy inaczej niż zwykle. Sytuacja powoli poprawia się. Wydaje się, że niebezpieczeństwo pandemii wygasa.

Ten szczególny czas ujawnił wiele dobra w nas. Poczuliśmy się nawzajem za siebie odpowiedzialni. Dostosowując się do zarządzeń władz, wykazaliśmy się zdrowym rozsądkiem i odpowiedzialnością. Ten czas pandemii światowej ma swych cichych bohaterów. Są nimi ci, którzy leczą i opiekują się chorymi, żołnierze i strażacy. Są też nimi także nasi polscy misjonarze.

Trudna sytuacja w Peru

– Przesyłam pozdrowienia z mojej misyjnej Ojczyzny, z peruwiańskiej Amazonii – pisze o. Jacek Zygała, misjonarz z Iquitos. – Tak jak Polska i cały świat, również i my w dżungli  jesteśmy świadkami dramatycznego rozwoju i rozprzestrzeniania się koronawirusa. Od ponad miesiąca w Peru jest stan wyjątkowy. Silne obostrzenia, godzina policyjna, policja i wojsko patrolujące ulice, bez specjalnego pozwolenia nie można wyjść z domu. Kościoły całkowicie pozmykane. Problemem jest, że w świadomości naszych ludzi nie istnieje dyscyplina, porządek czy podporządkowanie prawu. Przecież tu w dżungli nie ma żadnego prawa. Domaga się od naszych ludzi pozostawania w domach, a przecież większość z nich nie ma domów. Żyją w slumsach, w dzikich inwazjach. Ich domy to góry śmieci, a w nich bezdomne psy, sępy i szczury. Domaga się od naszych ludzi higieny i mycia rąk, a przecież oni nie mają dostępu do wody. To są paradoksy. Sytuację pogarsza fakt, że od dwóch miesięcy śmiertelne żniwo zbiera dengue. Nasze wcześniejsze duszpasterskie plany, projekty, edukacja i formacja animatorów oraz katechistów, ewangelizacja po rzekach… – to wszystko zostało sparaliżowane. Duszpasterska posługa została ograniczona do duchowego towarzyszenia wiernym i do pomocy materialnej w ich często skrajnej sytuacji.

Położenie naszych rodzin staje się coraz to bardziej dramatyczne. Ludzie, którzy dotychczas żyli z pracy z dnia na dzień, w tej chwili zostali pozbawieni środków do życia. Dla setek rodzin wielodzietnych rozpoczyna się dramat, brak jedzenia i środków na utrzymanie bliskich. Każdego dnia jednak przychodzą na parafię dziesiątki ludzi, prosząc o pomoc, o jedzenie, o lekarstwa, o mleko dla dzieci. W takiej sytuacji dotykamy naszej bezradności i bezsilności. Jednak nie poddajemy się i ufamy w Bożą pomoc.

W Afryce równie ciężko

Nie jest łatwo również w krajach afrykańskich. Siostry prowadzące ośrodki zdrowia skarżą się, że brakuje maseczek, płynów dezynfekujących, nawet zwykłego mydła. Nie ma mowy o robieniu testów na koronawirusa. W takich warunkach trudno o optymizm, a jednak siostry trwają przy swych chorych i podopiecznych.

– Mamy niewiele przypadków zakażenia koronawirusem i jak na razie wszystkie są w Kinszasie. Kinszasa jest odcięta od reszty kraju i nikt nie może z niej wyjeżdżać ani do niej wjeżdżać, mamy więc nadzieję na opanowanie sytuacji. A jak będzie, to czas pokaże. Ja pracuję w Kongo Centralnym. U nas na razie nie mamy ani jednego przypadku choroby. Szkoły wprawdzie są zamknięte i zaleca się pozostanie w domach, ale na zewnątrz życie się toczy prawie normalnym trybem (nie biorąc pod uwagę strachu, który czuje się w powietrzu). Pozostanie w domu dla wielu równa się ze śmiercią, większość ludzi tu żyje z dnia na dzień, (wychodzą rano, by zarobić gdzieś kilka groszy i kupić coś do jedzenia dla rodziny). Zostając w domu, nie będą mieć tej możliwości – pisze siostra Krystyna Olszewska FMM.

Zostajemy

Kiedy wybuchła pandemia, bp Jerzy Mazur SVD, przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji, zwrócił się do misjonarek i misjonarzy z pytaniem: czy chcą wracać do Polski? E-maile wysłano do wszystkich posługujących w Afryce i Ameryce Południowej, gdzie warunki bytowe i sanitarne są najtrudniejsze. Była możliwość zorganizowania samolotów, które zabiorą misjonarzy do rodzinnego domu. Odpowiedzi, jakie napłynęły do Komisji Misyjnej, ukazują, jak wspaniali są nasi misjonarze. Postanowili pozostać na placówkach misyjnych mimo zagrożenia. Ich wypowiedzi ukazują, że są ludźmi silnej wiary i zaufania Bogu. Kieruje nimi miłość do Boga i odpowiedzialność za tych, którym głoszą Ewangelię.

Bp Jerzy Mazur skierował do wszystkich Polaków apel o modlitwę za misjonarki i misjonarzy. – Misjonarki i misjonarze wypełniają swe powołanie misyjne na krańcach świata, nie szczędząc siebie. Oni dziś, jak nigdy potrzebują naszej modlitwy. Wierzymy, że modlitwa w ich intencji jest tarczą, chroniącą ich przed złem, źródłem Bożej mocy oraz wsparciem w chwilach cierpienia i niepowodzeń. Wraz z papieżem Franciszkiem podzielamy przekonanie, że: „Modlitwa i cicha posługa: to nasza zwycięska broń”.

Obecnie, niewiele możemy zrobić dla misjonarzy w wymiarze fizycznym. Granice są zamknięte, możliwości podróżowania prawie nie istnieją. Sytuacja w najuboższych krajach świata jest napięta i trudna. Jednak to nie znaczy, że jest to czas naszej bezczynności.

Możemy pomóc misjonarkom i misjonarzom naszą ufną modlitwą – wyjaśnia hierarcha.

Ks. Zbigniew Sobolewski

 

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here