Strona główna II. Formacja SUMIENIA POKOCHAĆ MISJE Serce misji

Serce misji

315
0

Czerwiec jest miesiącem skłaniającym nas do refleksji nad tajemnicą serca. Przede wszystkim nasze myśli biegną ku Temu największemu – Bożemu, które jest w stanie ogarnąć wszystko i wszystkich. I nie bez powodu św. Augustyn pisał: „i nie spokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie”.  Tak naprawdę to tu wszystko ma swój początek i swój koniec, dlatego ciągle warto wracać do tego źródła, by być dziś tak zwanym człowiekiem serca.

Mnie osobiście czerwiec skłania do refleksji nad tym, co jest sercem misji. Co jest tym, co jest w samym środku tego szczególnego powołania, co w „osierdziu” tej posługi tętni życiem i  poniekąd je napędza. Jest motorem dodającym sił misjonarzom do pokonywania często niełatwej rzeczywistości i tak innej, od w której zostali wychowani i ukształtowani i  którą często na zawsze trzeba zostawić za sobą.

To już pięć lat na misjach w Boliwii. Można by powiedzieć, że wciąż mało i tak zapewne jest. Jednak jest to już wystarczający czas, by pewne rzeczy nazwać po imieniu, dostrzec to, co jest ważne i ważniejsze i poczuć to tętniące bicie serca misji. Oczywiście, że każdy z nas jest inny, różnimy się w spostrzeganiu świata i odbiorze tego, co dziś nam proponuje. Podobnie ma się sprawa także wśród misjonarzy i to jest całe bogactwo tej posługi. Jednak co do jednego myślę, w większości będziemy zgodni, że sercem misji jest modlitwa, w bardzo głębokim jej znaczeniu albo przynajmniej jest ważną częścią tego serca.

Płaszczyzny tętniącego życiem serca

Aby to serce tętniło życiem, ta modlitwa musi odbywać się na dwóch bardzo ważnych płaszczyznach. Pierwsza to płaszczyzna osobistej relacji misjonarza z Tym, który go posyła, Tym, który w dłonie kruchego człowieka powierza swój mandat i mówi: głoś. To właśnie ta modlitwa nieustannie przypomina, po co tam jesteśmy i dla kogo jesteśmy, daje siłę do pokonywania trudności i radowania się z tego co nowe. Przede wszystkim modlitwa ta otwiera na słowo, które niesie się tamtejszej ludności, ale żeby móc zanieść, wpierw trzeba pozwolić się napełnić, dać się przeniknąć – co tylko dokonuje się  w tej osobistej modlitwie.

Drugą płaszczyzną tego tętniącego serca misji jest modlitwa za misjonarza, za ludzi wśród których pracuje oraz za dzieła, które są prowadzone na misjach. To niewyobrażalne doświadczenie wspólnoty kościoła, która się za ciebie modli. Nie potrafię zliczyć, ile razy to wsparcie modlitewne w konkretnych sytuacjach było dla nas umocnieniem. Ile razy stawałyśmy przed sytuacjami trudnymi i niemożliwymi w naszych oczach do rozwiązania, gdzie miałyśmy tę pewność, że ktoś to otacza swoją modlitwą i albo przychodziło rozwiązanie, którego się człowiek nie spodziewa, albo zgoda i wewnętrzny pokój na zaistniałą rzeczywistość. Sama świadomość, że tam jest gdzieś ktoś, kto otacza cię swoją modlitwą już dodaje sił i odwagi. Tę modlitwę się czuje. To jest troszkę, jakby ktoś brał na swoje barki połowę ciężaru naszego misyjnego życia. Wczuwał się w naszą sytuację, brał na siebie nasze choroby, nasze obowiązki i nierzadko przerastające nas sprawy.  W tej modlitwie za nas, niejednokrotnie będąc silniejszymi, dźwigacie to nasze życie. Pomijam fakt, że we dwóch zawsze jest łatwiej, a przede wszystkim raźniej. I ważnym jest poczucie, że misje to nie jest prywatna sprawa jakiegoś misjonarza, to jest nasze wspólne dzieło Kościoła. Pan Jezus posyła nas wszystkich, by dzielić nieustannie wieść o Jego Zmartwychwstaniu…więc nie pozwólcie, by to bicie ustało – módlcie się za nas misjonarzy.

s. Joanna Olszewska CST – misjonarka z Boliwii

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here