Strona główna I. Formacja SERCA ZAGROŻENIA DUCHOWE Źle zalogowane serce…

Źle zalogowane serce…

40
0

Niektórym osobom nie groziłoby zakochanie, gdyby na starcie do budowania relacji byłaby ona możliwa do zrealizowania. Obiekt ich uczuć jest zazwyczaj niedostępny, czyli niezagrażający. Może być nim ksiądz, zakonnica, osoba w związku małżeńskim, ktoś zagrożony wykluczeniem społecznym bo uzależniony lub bezdomny, ktoś z innej kultury poznany w świecie wirtualnym itp.

Osoba normalna, tzn. nie mająca lęku przed bliskością, nie zakocha się w księdzu albo kimś, kto ma mniej niż rok abstynencji od alkoholu, lub jest po drugiej stronie globu. Jeśli tak się zdarzy, że zacznie jej się ktoś tego typu podobać, to w związku z tym, że ten związek jest wprost niemożliwy, na samym początku przestanie to rozbudzać.

Lęk przed bliskością, sprawia, że wiążemy się z osobami, z którymi są małe szanse na stały, udany związek. Mowa tu o takiej bliskości, w której człowiek godzi się na to, że nie jest samowystarczalny i że współzależy od innego człowieka. Jeśli zależność skojarzy się z czasem, gdy byliśmy zależni w dzieciństwie bez naszej zgody i jeśli w pamięci emocjonalnej wiążą się z tym ból, cierpienie, niedostatki – to potem trudno o dobrze rozumianą zależność w związkach w dorosłym życiu, wtedy nie umiemy stworzyć bliskości.

Jeśli tego nie przepracujemy, wchodzimy w związki bez bliskości; zamiast bliskości podejmujemy seksualną formę relacji. Jest to forma autoagresji, bo podświadomie myślimy o sobie, że nie nadajemy się na lepsze związki, że nie zasługujemy, by być w normalnej dobrej relacji.

Inną odmianą patologii relacyjnej, jest występujące nieraz w ramach kryzysu egzystencjalnego, kryzysu wieku średniego lub kryzysu powołania – nagłe porzucanie dotychczasowej drogi życia i wiązanie się z nową osobą. Większość takich związków, z dużą różnicą wieku, polega na tym, że młoda osoba mająca rozwojowo patologicznie silne przeżywanie, przebija się przez wszystkie obrony starszej. A jak już się przebije, to dojrzalsi ludzie wtedy głupieją, rzucają wszystko, przestają pracować itp. Wejście w taki związek jest dla nich jak otrzymanie butli z tlenem. Dotychczas czuli się nierozumiani emocjonalnie, ich współmałżonkowie czy przełożeni nie rozumieli świata z ich perspektywy, nie rozumieli ich przeżywania. A tu nagle pojawia się ktoś, dzięki komu wszystkie ich komórki ożywają, kto ich wypełnia szalonym uczuciem.

Żeby się z tego typu uwikłań emocjonalnych wyplątać, bądź nie wpadać w nie po raz kolejny, trzeba przyjrzeć się relacji z rodzicami pod takim kątem rozumienia siebie: czego nie otrzymaliśmy w dzieciństwie, że w dorosłości wchodzimy w takie związki; czego nie dostaliśmy w rozwoju, że tego potrzebujemy od tych związków? Ważne jest, by zrozumieć mechanizm angażowania się w coś, co jest dla nas z krzywdą. Odpowiedź dlaczego się niszczymy, jest zawsze spójna z historią naszego życia.

Okazuje się, że największą ranę tworzą nam w dzieciństwie dwie rzeczy: kompletny brak rozumienia emocjonalnego i uraz rozmyty – czyli żadnego oparcia, żadnego zrozumienia i ciągłe doświadczanie bycia nikim i bycia do niczego. Z tego wynika przeżywanie przez lata samotności, inności, dziwności i podejmowanie w tym prób żebrania o kochanie, o zainteresowanie, przy jednoczesnym braku nawyku podejmowania refleksji – gdyż zamiast się z tym skonfrontować, wchodzimy w następny niefortunny związek.

Tragedia braku zmiany dość często polega na tym, że tkwi się niejako emocjonalnie w dawnych  przeżyciach czy doświadczeniach, jakoby inaczej się nie dało albo jakoby to była rzeczywistość. Zmiana jest jednak możliwa! Zakłada ona pracę podejmowaną etapami. Najpierw przeżywanie rzeczywistości, potem konfrontacja z rzeczywistością, potem rozumienie siebie poprzez rozumienie relacji. Prowadzi to do rozwoju osobowego oraz wyjścia z patologicznych form relacji.

Na tej drodze uczymy się rozumieć siebie, tzn. rozumieć jaka to jest dziura (pustka, brak) w nas, jak ta dziura się nazywa, skąd ona się wzięła i konfrontować się z tą dziurą, a nie bezmyślnie ją zasypywać. Konfrontować się, to znaczy zrozumieć, skąd jest ten brak czegoś, skąd głód emocjonalny, czemu o zaspokojenie go nie staram się u swojego męża czy żony i że ten głód jest z rozwoju i nie da się go zaspokoić od innego człowieka. Możemy go jedynie przyjąć jako brak. Gdy to zaakceptujemy, możemy zacząć konstruktywnie budować realną bliskość, zamiast szukać patologicznych sposobów, by ją zaspokoić. Jak zaczniemy żyć rzeczywistością, jak zaczniemy mieć realny kontakt z innymi ludźmi i emocje w tym kontakcie, to patologicznych związków nie będziemy tworzyć. One są tylko wtedy, gdy ktoś żyje bardziej „w głowie”, albo czymś innym niż rzeczywistość (posługą, pracą, czymkolwiek byle nie rzeczywistością).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here