Strona główna III. Formacja UMYSŁU OTWÓRZ OCZY, ZACZNIJ MYŚLEĆ Antykultura nadmiaru. Grzech w brudnej postaci

Antykultura nadmiaru. Grzech w brudnej postaci

14
0

Kryzys klimatyczny jest niezaprzeczalnym faktem. Nie przyczyniają się do niego jednak w największym stopniu „fabryki świata” – Chiny czy Indie. Głównym winowajcą są mieszkańcy krajów rozwiniętych. A właściwie to konkretne cechy tych mieszkańców – chciwość i nieumiarkowanie. Obie są poważnymi grzechami.

Jeszcze w 2000 r. liczba samochodów osobowych w Polsce nie przekraczała 10 milionów. W 2017 r. było ich już jednak ponad 22,5 miliona. W tym czasie udział transportu autobusowego w strukturze transportowej zmalał z 25% do zaledwie 14%. Tracą na tym zwłaszcza osoby niemające prawa jazdy lub w inny sposób dotknięte wykluczeniem komunikacyjnym. Zyskuje miasto, traci prowincja. Pogłębiają się więc różnice społeczne. Dodatkowo, rośnie emisja gazów cieplarnianych, które w dużym stopniu przyczyniają się do obecnego kryzysu przyrodniczego.

Każdy chce mieć

Dziesięciolecia komunistycznego jarzma wtłoczyły nas w złudną mentalność kultu posiadania. Jeśli coś jest wszystkich, to jest niczyje, prawda? Otóż absolutnie nieprawda. Ta zdeformowana antylogika jest po prostu pokłosiem wmawiania nam, że sąsiad jest tym „obcym”, że dzielimy się w światowym (a więc również lokalnym) społeczeństwie na „nas” i „ich”. Musimy się więc bronić przed tymi mitycznymi „innymi” – własnym samochodem, grodzonym osiedlem, zamkniętymi bramami.

Jeśli coś jest moje, jest bezpieczne, właściwe, poprawne. Zasady współdzielenia brzmią dobrze na kartach książek i dysertacji naukowych. W praktyce jednak jedyna przestrzeń wspólna to kolejka w sklepie. No, może jeszcze w kościele postaramy się podać rękę sąsiadowi.

Nie zawsze tak było

Jest to jednak zupełne novum. Jedną z przyczyn tej patologii jest oczywiście chęć odbicia sobie PRL-owskiego ucisku, jednak faktycznej winy należy szukać gdzie indziej. Warto spojrzeć choćby na klasyczny dla ekonomistów problem wspólnych pastwisk. Skąd wzięła się ta nazwa? Otóż stąd, że jeszcze do XVIII w. pastwiska nie były własnością indywidualnych gospodarzy – były dobrem wspólnym, w sposób zrównoważony wykorzystywanym przez pasterzy wypasających swe owce.

Dopiero we wspomnianym XVIII w. zaczęto pastwiska grodzić. Każdy musiał mieć swój kawałek ziemi, na którym wypasać będzie swoje owce. Teren odgrodzony stał się jednak terenem odseparowanym. Wewnątrz ogrodzenia ja jestem panem i władcą mojej ziemi, nie zważam więc na koszty innych. A te mogą być i są wielkie…

Wpływ „mojego” na dobro wspólne

Jednym z podstawowych dóbr wspólnych (ang. common goods) jest środowisko naturalne. Skupmy się więc na wizualizacji jednego z bardziej aktualnych problemów. Rolnicy, parcelując działki rolne w ostatnich dziesięcioleciach, przyczynili się w istotnym stopniu do degradacji nie tylko stanu gleby, ale również poziomu wód gruntowych.

Wydzielając odgrodzone miedzą kawałki ziemi, gospodarze starają się wycisnąć z nich każdy metr kwadratowy. To sprawia, że wycinane są wszelkie zadrzewienia śródpolne, zasypywane są rowy melioracyjne, nie mówiąc już o innych formach lokalnej retencji wody śródlądowej. W ten sposób wystawiamy ziemię na silne działanie wiatru oraz wysuszamy ją. Nie tylko ziemię swoją, ale również każdą wokół. Więcej, stosując silne nawozy sztuczne, być może zbieramy większe plony, jednak zatruwamy nimi cały lokalny (i globalny!) ekosystem.

Daleko

Kto by tam jednak patrzył na problemy, które nie dotyczą „mojej” ziemi… Pamiętajmy jednak o jednej kluczowej rzeczy – nie jesteśmy właścicielami ziemi, na której mieszkamy! Jesteśmy jedynie jej mieszkańcami oraz użytkownikami. Mamy tę ziemię w dzierżawę. Jest to oczywiste zarówno z punktu widzenia ekonomii społecznej, jak i katolickiej nauki społecznej. Wszak jedną z podstawowych jej zasad jest zasada powszechnego przeznaczenia dóbr!

Pamiętajmy więc – nie ma czegoś takiego jak „twoja” czy „moja” ziemia. Wszyscy jesteśmy braćmi wspólnie zamieszkującymi i doglądającymi Ziemi. Ziemi stworzonej przez Boga, przez nas jedynie zamieszkanej. Dbajmy więc o nasze wspólne dobro.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here