Strona główna I. Formacja SERCA ŚWIĘTOŚĆ W CODZIENNOŚCI Jezus – pustelnik w tabernakulum

Jezus – pustelnik w tabernakulum

38
0

„Wy, którzy dajecie mi prawo odwoływać się do waszej troskliwej miłości względem biednych dzieci i wszystkich opuszczonych biedaków, pozwólcie mi dzisiaj na zwrócenie waszej uwagi i woli współpracy na rzecz najbardziej opuszczonego wśród biednych: Najświętszego Sakramentu. Proszę was o jałmużnę uczucia wobec Sakramentu Jezusa… ze względu na miłość wobec Maryi Niepokalanej i przez miłość tego Serca tak nieodwzajemnioną, proszę was, abyście się stali Maryjami tych opuszczonych tabernakulów” – tak święty dzisiaj biskup „opuszczonych tabernakulów” jeszcze jako proboszcz podczas jednych z miesięcznych dni skupienia zwrócił się do swoich wiernych. Mowa o kanonizowanym w 2016 roku Emanuelu Gonzalezie Garcia. Jeśli kościoły w Polsce staną się puste – stanie się tak m.in. dlatego, że wiele z nich jest zamkniętych w ciągu dnia.

Biskup od opuszczonych tabernakulów

Wszystko zaczęło się od osobistego spotkania z Jezusem. Młody, hiszpański kapłan pełen duszpasterskiej inwencji pełnił posługę w wioskach w archidiecezji Sewilla. Jedną z nich była Palomares del Río. Początek XX wieku w Hiszpanii to czas bardzo trudny dla Kościoła. Odczuwało się też silny kryzys na płaszczyźnie duchowej. W tej miejscowości Emanuel zastał bardzo zniszczoną świątynię: niszczejące mury budynku, główny ołtarz mocno zaniedbany. Kiedy pewnego dnia zatopił się w modlitwie w tym miejscu, doświadczył obecności żyjącego Boga, która naznaczyła całe jego życie. Tak opisał to wydarzenie: „Udałem się bezpośrednio przed tabernakulum…  jakie tabernakulum – Mój Bóg! Ile musiałem włożyć wysiłku, wiary i odwagi, by nie wrócić biegiem do mojego domu. Jednak nie uciekłem. Tam, na kolanach… moja wiara widziała Jezusa tak cichego, tak cierpliwego, tak dobrego, który patrzył na mnie… mówił mi wiele rzeczy i oczekiwał, i prosił o jeszcze więcej. Jego spojrzenie, w którym odbija się cały smutek, który wypływa z Ewangelii… Spojrzenie Jezusa w tych tabernakulach jest spojrzeniem, które wbija się w duszę jak gwóźdź, którego się nigdy nie zapomina. Ono stało się dla mnie punktem wyjścia do widzenia, zrozumienia i ogarnięcia całej mojej posługi kapłańskiej.”

To doświadczenie promieniowało w życiu i posłudze przyszłego biskupa, który zakłada kolejno stowarzyszenia związane z kultem Eucharystii: Trzech Marii i uczniów św. Jana, nazywane również Dziełem Tabernakulum – Kalwarii, których członkowie zobowiązywali się do towarzyszenia Jezusowi Eucharystycznemu, szczególnie w Jego samotności w tabernakulum. Powstał też ruch dziecięcy – Dziecięce Zadośćuczynienie Eucharystii. Wszystkie te inicjatywy połączyły się z czasem w stowarzyszeniu o nazwie: „Ziarenko piasku.”

W jednym ze swoich pism pasterz tak pisze o swojej eucharystycznej pasji: „O! Opuszczenie Tabernakulum… Jakże mi dałeś dobrze pojąć definicję mojego kapłaństwa, pokazując, że kapłan nie jest ni mniej ni więcej jak człowiekiem wybranym i konsekrowanym przez Boga, aby walczyć z opuszczeniem Tabernakulum.” Zmarły w roku 1940 biskup został pochowany pod tabernakulum w katedrze w Palencji zgodnie ze swoim życzeniem zawartym w testamencie: „Proszę, by mnie pochowano blisko tabernakulum, aby moje kości, po mojej śmierci, jak mój język i pióro za życia, mówiły, do tych, którzy przechodzą: Tu jest Jezus! Jest tutaj! Nie zostawiajcie Go samego!”

Jezus woła z zamkniętych kościołów: „wypuśćcie mnie!”

W wielu miejscach w naszej diecezji istnieje możliwość adoracji Najświętszego Sakramentu wystawionego w monstrancji. Od wielu lat w Ełku w parafii p.w. Królowej Apostołów trwa dzieło wieczystej adoracji. Są kościoły, w których wystawienie Najświętszego Sakramentu trwa od Mszy świętej porannej do wieczornej. Jako kapłan mogę zaświadczyć, że tam gdzie jest ożywiony kult Eucharystii, Bóg w sobie tylko znany sposób dokonuje wielkich dzieł bez większego wysiłku duszpasterzy. Jedynym wysiłkiem i troską z mojej strony jest dokonać wystawienia, pobłogosławić  wiernych… i być dyspozycyjnym albo po prostu być.

Wiele kościołów jest, niestety, zamkniętych. Na jednym z blogów trafiłem na taką refleksję: „Każdy, kto podróżował trochę po Europie i zawitał w mniej turystyczne rejony, z pewnością niejednokrotnie natknął się na zamknięte drzwi świątyni, którą akurat chciał odwiedzić. Niestety, z przykrością zaczynam obserwować, że Polska pod tym względem zaczyna „doganiać” Europę. Doświadczam tego coraz częściej, podróżując po naszym kraju. To tylko moje subiektywne wrażenie czy faktyczna tendencja?(…) A jest to doświadczenie bolesne. I nie chodzi tu o walory turystyczne. Czy to spacer, czy wędrówka, czy wycieczka rowerowa albo samochodowa, czy może droga na spotkanie, do którego zostało mi zbędnych klika minut, lubię wejść do cichej świątyni. Nie tylko lubię, często czuję po prostu taką potrzebę. Uklęknąć bądź usiąść przed krzyżem, ołtarzem i tabernakulum albo przed pięknym obrazem czy ikoną i pomodlić się. Zwykła potrzeba chrześcijanina, żadna fanaberia. A tu niespodziewanie drzwi kościoła są zamknięte. Dość częstą praktyką zamkniętych kościołów jest zostawianie otwartej kruchty. Niby to jakieś rozwiązanie, ale najczęściej wychodzi marnie. Bo albo jest krata i do tabernakulum dobre kilkadziesiąt metrów, a na dodatek chór przysłania widok na krzyż w prezbiterium, albo jakieś drzwi z okienkiem. No dobra, marudzę, ale tylko dlatego, że wiem, iż można znaleźć lepsze rozwiązania, jeśli tylko się chce.” (Konrad Sawicki) Warto wsłuchać się w pragnienia ludzi świeckich, przez których Jezus mówi do każdego: „Nie zostawiaj mnie w samotności zamkniętego kościoła.”

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here