Strona główna I. Formacja SERCA ŚWIĘTOŚĆ W CODZIENNOŚCI Pochwała posłuszeństwa

Pochwała posłuszeństwa

8
0

„Tak dalece powinniśmy być zgodni z Kościołem katolickim, ażeby uznać za czarne to, co naszym oczom wydaje się białe, jeśliby Kościół określił to jako czarne.” Św. Ignacy Loyola

To jest jakiś kosmiczny absurd, zupełnie nie przystający do tego, co dzieje się na świecie! Powiedzieć o zdaniu wyżej przytoczonym przesada – to nic nie powiedzieć. Jeśli do tego dodamy skandale, które w ostatnim czasie pojawiają się w Kościele jak przysłowiowe „grzyby po deszczu” to zachęta świętego Fundatora zakonu obecnego papieża wydaje się nieodpowiednia do sytuacji. Czy jednak posłuszeństwo możemy uzależniać od kontekstu, w którym żyjemy? Być może przyszedł moment próby wiary – dla wielu, to, co dzisiaj Kościół określa jako białe, jest czarne, bo tak zostali nauczeni, przekonani.

Nieposłuszeństwo a cały światowy rozgardiasz wszystkich wieków

 Mawiał klasyk „nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne” – żyjemy obecnie w czasie, w którym bardziej niż kiedykolwiek widać jak na dłoni uszkodzenie percepcji rzeczywistości. Jeden mały kamyk rzucony w delikatną przestrzeń zaufania sprawił, że nasz odbiór rzeczywistości uzależniony jest od tego, czy żyjemy nastrojeni zgodnie z pierwotnymi założeniami Boga, czy też ulegamy ułudzie własnych interpretacji, które ukryte są pod pytaniem od wieków rezonującym w świadomości ludzkiej: „czy rzeczywiście?” (por. Rdz 3,1) Ten mały kamyk, ziarenko wątpliwości, jest powodem śmierci i zniszczenia wielu. Dlatego największą krzywdą jest podważanie autorytetu Boga, bagatelizowanie kłamstw i sianie zwątpienia. Od diabelskiej prowokacji „czy rzeczywiście Bóg powiedział” pochodzi szereg innych: czy rzeczywiście Bóg istnieje? Czy naprawdę Bóg kocha? itd.. Wszystkie nasze decyzje uzależnione są od tego, co określamy rzeczywistością. Grzech nieposłuszeństwa zaczyna się od słuchania bardziej kogoś – czegoś od Boga. Od niechodzenia w tym, co usłyszałem. Wąż pyta Ewę: „czy rzeczywiście?” Ewa zdaje się na swoją pamięć, odpowiada spontanicznie, nie rozeznaje. Nie dostrzega, że w subtelnej prowokacji przebiegłego przeciwnika, w niewinnym pytaniu, znajduje się ładunek wybuchowy, który obróci w ruiny zaufanie, jakim ona i Adam darzyli Boga.

Dzisiaj też słyszymy pytania, które w sobie zawierają kłamliwą tezę, jakoby Bóg zabraniał „wszystkiego”, co przyjemne. Takie pytania – pułapki nie prowadzą do szukania odpowiedzi, do częstszego medytowania Słowa, do modlitwy. Takie pytania prowadzą do tego, że tego „Boga – dozorcę” oddelegowuje się do nieba i próbuje się samemu decydować o wszystkim. Papież Benedykt XVI zauważa, że „przyczyną masowego występowania z Kościoła było chyba właśnie to, że w końcu chciano uwolnić się od uciążliwych granic, bo teraz rzeczywiście nie jedno drzewo ogrodu, lecz prawie wszystkie jego drzewa wydawały się zakazane. Wyglądało to tak, jakby tylko niewiara mogła wyzwolić radość.” (Opera Omnia, Wprowadzenie do chrześcijaństwa, s. 402) Czy jednak rzeczywiście niewiara daje to, co obiecują jej propagatorzy? Sięgnijmy raz jeszcze do refleksji papieża – emeryta: „Dzisiaj, gdy obietnice nieograniczonej wolności zostały w pełni spełnione, zaczynamy na nowo rozumieć sformułowanie ‚smutek tego świata.’ Zakazane rozkosze straciły swój blask w chwili, w której nie były już zabronione. Musiały i muszą być radykalizowane i na nowo potęgowane, ale ostatecznie jawią się jako jałowe, ponieważ wszystkie one są ograniczone, a głód domaga się Nieskończonego. Tak więc dzisiaj widzimy często właśnie na twarzach młodych ludzi osobliwą zgorzkniałość, rezygnację, która jest bardzo daleka od zapału młodzieńczej eskapady w nieznane.” Ta próba samozbawienia prowadzi de facto do samounicestwienia – człowiek bawi się nieodpowiedzialnie własnym życiem, i życiem innych zapominając o tym, że skutki takiej beztroski są nieodwracalne.

Efektem nieposłuszeństwa jest to, że jesteśmy „przeciwnikami własnej wielkości” rozpaczliwie poszukując jej poza Bogiem. Taki rodzaj ducha i woli, który w istocie jest samowolą, jest przeciwko życiu, bo człowiek ostatecznie „wyzwolony” jest panem życia i śmierci, a o początku i końcu istnienia może zdecydować jedno głosowanie w „demokratycznych wyborach.”

Kiedy jedno drzewo zostanie w kreatywnej matematyce węża określone jako jedyne (swoją drogą ponownie diabeł tkwi w szczególe jednej literki w słowie) wtedy czarne staje się białe a białe czarnym. Sprytne – nieprawdaż?

Ratunek: Słowo – chodzenie po Słowie jak po moście – posłuszeństwo

 Ratuje nas podobieństwo do Jezusa. Czyli, że co? Mamy zacząć nosić brodę, ubierać się jak On itd.? Ironizuję. Ratuje nas to podobieństwo, które nosimy w sobie i któremu jesteśmy wierni. Ponieważ bardzo trudno nam to pojąć, Jezus stał się do nas podobny we wszystkim … oprócz grzechu. Przez to mówi nam: wszystko w tobie jest doskonałe i we wszystkim jesteś boski… tylko grzech pasuje do ciebie jak filce do garnituru. Grzech, czyli życie bez Boga, według własnej woli, bez uwzględnienia Słowa, które Cię ukształtowało. Wystarczy, że na nowo zaczniesz żyć Słowem, a ono naprawi to, co zepsuła twoja swawola określana jako „wolność.” Mówi o tym jedna z prefacji:

„W swoim miłosierdziu tak świat umiłowałeś, że zesłałeś nam jako Odkupiciela Twojego Syna. On stał się podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu, abyś mógł to w nas miłować, co umiłowałeś w swoim Synu. Przez Jego posłuszeństwo odnowiłeś przymierze, które zerwaliśmy przez grzeszne nieposłuszeństwo.”

            Nie chodzi tylko o Słowo, które znajdziemy w Biblii. Chrześcijaństwo nie jest religią księgi, ale Słowa. Chodzi o relację. Posłuszeństwo autentyczne a nie ślepe, realizowane, jest i rozwija się w relacji. W przeciwnym wypadku znowu wpadniemy w pułapkę węża, który nam „zinterpretuje” Słowo. Tylko w relacji ze Słowem unikniemy błędu. Relacja ze Słowem to szereg innych relacji, w które Słowo wprowadza. Relacja ze Słowem to Kościół – który został powołany Słowem Boga. Protestanckie sola scriptura – nie wytrzymuje osądu samego Słowa, w którym czytamy, że „Kościół Boga żywego, jest filarem i podporą prawdy” (por 1 Tm 3,15) (Bardzo ciekawy artykuł na ten temat znajduje się w Gościu Niedzielnym z 2 września 2018 roku). Powstaje bowiem szereg pytań, jeżeli wykluczymy relacyjny charakter posłuszeństwa: „W imieniu jakiej władzy działamy? Kto kogo powinien powoływać i odwoływać? Kto kogo poprawia?” Pytania te powstają, kiedy ktoś uzurpuje sobie władzę we wspólnotach, wybiórczo traktuje Pismo Święte, poszukuje usprawiedliwienia swojego działania.

 Wydaje się

 To co naszym oczom wydaje się białe… Wiele wydaje się nam. Czy to jest kryterium naszego działania? Jeżeli wielu ludzi wokół mnie mówi mi, że coś jest czarne, a mi wydaje się, że jest białe – idę raczej do okulisty albo innego lekarza, żeby przekonać się, co jest z moją percepcją. Kościół oparty na wierze Piotra ma właściwe spojrzenie, które daje naszej wierze potrzebną przenikliwość. Pojedynczy następca Piotra może popełnić błąd – jak każdy człowiek, ale nie popełnia błędu ten, kto mimo to pozostaje posłuszny Piotrowemu wyznaniu: „Panie do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” J 6,68 Warto w tym momencie przypomnieć słowa francuskiego pisarza Georga Bernanosa: „Doświadczenie uczy nas, że ​​nic w Kościele nie jest reformowalne przy użyciu zwykłych środków. Ktokolwiek próbuje reformować Kościół przy użyciu tych samych środków, za pomocą których można by zreformować instytucję doczesną, nie tylko skazuje na porażkę własne przedsięwzięcie, lecz również znajdzie się poza Kościołem. Na skutek jakiegoś tragicznego losu odnajduje się on poza Nim , zanim jeszcze ktoś podejmie się trudu, aby go z Niego wykluczyć. Wyrzeka się on własnego ducha, Jego dogmatów, staje się Jego wrogiem, praktycznie bez uświadomienia sobie tego, w dodatku, podejmując próbę powrotu, każdy kolejny krok go od Niego oddala [ … ].”

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here