Strona główna III. Formacja UMYSŁU MEDIA I ŻYCIE Przy wigilijnym stole

Przy wigilijnym stole

241
0

Wciąż doświadczamy, że świat wokół się zmienia. A może to my się zmieniamy? W rytmie zmieniających się pór roku zauważamy, że nasze życie podlega ustawicznym zmianom. Gdy coś się zmienia, to znaczy, że ginie lub przemija jego postać. Powstaje w to miejsce coś „nowego”. To „nowe” rodzi się ciągle wokół nas, a także w nas samych…

Zmieniają się pokolenia, zmieniają się ludzie. Przemijają jak fale na morzu, szybko, nagle, niespodziewanie. Ci, którzy wczoraj byli wśród nas, dziś już przeminęli. W tym samym czasie rodzą się ci, którzy zajmą nasze miejsce. Dla odchodzących świat ginie, przemija, a dla rodzących się świat się otwiera, jakby się rodził. Jednak świat ducha, kultury, religii nie otworzy się drugiemu człowiekowi, jeśli my jemu go nie przybliżymy, pomożemy odkryć tego co dobre i cenne… to co przyjęliśmy… to, czym teraz możemy się podzielić… co możemy przekazać drugiej osobie. Nie ma większego dramatu człowieka, jeśli do końca swojego żywota uważa, że jego życie było niepotrzebne, że było wegetacją, że nie miało najmniejszego sensu…

Boże Narodzenie życiu nadaje sens

Na nagrobkach pogańskich Rzymian odczytujemy napisy. Jeden z nich brzmi tak: „Urodziłem się, nie wiem po co, żyłem, nie wiedząc dlaczego, tyle mego, co zjadłem i wypiłem”. Do tego człowieka jak i wielu z tamtej epoki nie dotarła wieść o Chrystusie, o Dobrej Nowinie, że On właśnie – Chrystus – przyszedł na świat. Narodził się! Już wkrótce, lada dzień Boże Narodzenie… Ktoś powie… i co?

Czas, w którym ciesząc się z przyjścia Pana, jednamy się z Bogiem – przepraszając Go jednocześnie za nasze postępowanie, czyny, myśli i zamiary, a także czas jednania się z bliźnimi. Także z tymi, których jutro może już wśród nas nie być, może ich nie być na tym świecie. Mnie samego może już nie być. Dlatego, słowami ks. Twardowskiego idźmy przez życie: „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Odchodzą… ale także przychodzą na ten świat… rodzą się…. To ci, którzy wkrótce będą zmieniać oblicze ziemi, tej ziemi. Spieszmy się kochać ludzi, bo: kochać to poznawać, poznawać to słuchać, słuchać to zatrzymać się. Warto zwłaszcza dziś w szumie medialnych informacji i „fake newsów” zatrzymać się nad słowami, które ktoś do nas kieruje. Często jest jednak tak, że tych słów nie słyszymy, bo ich znaczenie straciło dziś na autentyczności, wiarygodności i stało się wręcz banalne.

W prawdzie swego serca

W czasie tych Świąt Bożego Narodzenia towarzyszy mi krótkie opowiadanie, z którego ciągle wyciągam dla siebie przemyślenia i owoce. Było to ich złote wesele. Małżonkowie byli cały dzień zajęci uroczystościami, tłumami krewnych i przyjaciół, którzy wpadli, aby im pogratulować. Byli za to wdzięczni, a pod wieczór, kiedy wszyscy już wrócili do swoich domów, oni stali na werandzie, obserwowali zachód słońca, odprężając się po całym dniu – bardzo męczącym… Staruszek popatrzył czule na żonę i powiedział: – Agato, jestem tobą zauroczony! – Co mówisz? – zapytała staruszka. – Wiesz, że słabo słyszę, powiedz głośniej. – Powiedziałem, że jestem tobą zachwycony! Na to staruszka: – Nie szkodzi… – odpowiedziała, machając ręką. – Ja też jestem tobą zmęczona…

Tak sobie pomyślałem: Jak to jest ze mną? Co odpowiadam Chrystusowi, gdy ten do mnie mówi: – Jestem jak zawsze tobą zachwycony… W Święta Bożego Narodzenia warto sobie zadać to pytanie: Jaka jest moja odpowiedź…? Jestem Tobą zachwycony, zmęczony, czy może znudzony?

Jest tak, jak było o Nim napisane…

Ewangelista Łukasz w rozdziale 2 (15-20) ukazuje nam przyjście na świat Syna Bożego – Chrystusa. Jego rodzice: Józef i Maryja wędrujący do swego miejsca pochodzenia, by spełnić nakaz cezara Augusta, byli ludźmi bardzo biednymi. Nie z pozoru, nie z udawania, lecz rzeczywiście byli biedni. Bo przecież, gdyby takimi nie byli, nie zabrakłoby dla nich miejsca w gospodzie. „Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: «Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił». Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane” (Łk 2, 15-20)

Szukając Boga

Pan Jezus przychodzi na świat na sianie. Rodzi się w bardzo ubogich warunkach. Do betlejemskiej szopy przychodzili różni ludzie. Jedni czynili to z pobożności, po to, aby oddać Mu pokłon, złożyć dar i odejść. Przynosili to, na co ich było w tym momencie stać. Takimi ludźmi byli pasterze, którzy wiedzieli sami, co to jest ubóstwo – mieszkali sami w szopie ze zwierzętami – dlatego też i łatwiej było im się wczuć w to, co przeżywali Józef i Maryja. Inni ludzie przybywali do Jezusa z ciekawością. Dziwne wypowiedzi pasterzy o znakach na niebie prowadziły ich do szukania bardziej sensacji, czy też ujrzenia czegoś niezwykłego, czym później będą mogli się podzielić z innymi ludźmi. Nowinkarstwo… tego potrzebowali w swoim życiu. Żyli sensacjami. Zwracając przy tym bardziej uwagę na samych siebie, niż problemy obecnych przy nich innych osób.

Do nowych czasów zachowały się tzw. ewangelie apokryficzne mówiące o rzekomych cudach, które towarzyszyły przyjściu na świat Pana Jezusa. Niestety, nie znamy imienia człowieka, który pojawił się u Jezusa nie z ciekawości, ani z pobożności, ale ze zwykłej ludzkiej życzliwości. Kiedy zobaczył on, w jakich warunkach znalazła się młoda matka, wtedy dał Jej swoje mieszkanie. Zabrał Marię, Józefa i Dziecię do siebie. Okazał swoim czynem konkretną pomoc.

Miłość jest cudem

Przenieśmy się o 2000 lat od tamtych dni. Dziś mamy prawie już 2021 rok – tyle czasu minęło od momentu, gdy „Słowo stało się ciałem…”. Dziś wśród nas jest również wiele ubóstwa, ale w tym czasie człowiek – zwłaszcza ostatnie 100 lat – używając swego rozumu zmienia – czy próbuje zmienić świat na lepsze. Mimo użycia techniki w codziennym życiu, mimo coraz to lepszych i większych możliwości w komunikowaniu, możliwości dostosowania się – adoptowania do prawie każdych warunków naturalnych nie czuje się bardziej szczęśliwy. Życie ludzkie bardziej jest dziś zagrożone niż kiedykolwiek. Droga postępu, rozwoju cywilizacyjnego nie daje poczucia bezpieczeństwa – pokoju.

Człowiek nadal jednak pragnie w samym sercu – miłości. Chce tą miłością się dzielić. W naszym codziennym życiu w stosunku do drugiej osoby możemy podejść, czy prezentować różne postawy. Być pobożnymi – tak jak Ci pasterze – wczuwać się w sytuację drugiej osoby i… odejść. Możemy też spotkać się z drugą osobą, aby zdobyć informacje, aby później tymi sensacjami o niej zwracać na siebie uwagę – szukać tematów zastępczych. Możemy jednak przyjąć postawę człowieka, który ani z ciekawości, ani z pobożności, ale z ludzkiej życzliwości chce pomóc drugiemu. To miał na myśli Bóg, kiedy swego Syna zesłał na świat. Bóg chciał, aby ludzie wpatrując się w Jezusa, nauczyli się posługiwać językiem miłości, życzliwości. Bóg wie, że w momencie, gdy każdy z nas zacznie posługiwać się tym językiem, wtedy zaczną dziać się na świecie cudowne rzeczy.

Pan Bóg nie chce, abyśmy posługiwali się językiem zła, nienawiści, agresji. Pragnie zaś, abyśmy posługiwali się językiem życzliwości, starali się dla siebie, być wciąż coraz lepsi. Musimy zatem wtedy wystrzegać się niezdrowej pobożności (pamiętamy faryzeuszy, na zewnątrz rozmodleni, uduchowieni, wiele słów, w środku zaś – w sercu jad), wystrzegajmy się zbytniej ciekawości, nowinkarstwa, zdobywaniu informacji, aby kogoś zniszczyć, lecz raczej pielęgnujmy w sobie życzliwość, której na co dzień może brak. Tylko wtedy, w takich warunkach możliwa jest wiara, nadzieja i miłość.

Tajemnica nocy wigilijnej

Wigilijny wieczór, jedyny w roku, w którym serce każdego wierzącego człowieka bije trochę mocniej. Wieczór, w którym bierzemy do ręki chleb i składając sobie życzenia, dzielimy się z tymi, z którymi złączyło nas życie. Wigilijny opłatek jest znakiem naszej otwartej ręki, życzliwej i dobrej postawy, jest symbolem naszych najpiękniejszych i najbardziej ukrytych pragnień pokoju, radości, szczęścia i wzajemnej życzliwości. Jest wreszcie bardzo wyraźnym wezwaniem do zauważania zwykłych gestów miłości. Łatwo bowiem podzielić się chlebem, o wiele trudniej sercem i miłością. Zwykłym gestem tej miłości… Tymczasem Chrystus mówi nam: „Przykazanie nowe daje wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was umiłowałem”. Te słowa, które kierowaliście do siebie, niech dają wam na co dzień: pokój, wiarę, nadzieję i miłość. Tego życzę ja wam wszystkim, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, bo On was pokrzepi i da wam nowego ducha, który nada nową jakość waszemu życiu.

Podążając za „gwiazdą wiary”

Pamiętajmy dziś o tym, że Chrystus żyje – dziś się nam narodził… Aby to On był dla Was źródłem nadziei i pokoju. Aby „gwiazda wiary” prowadziła Wasze kroki ku Chrystusowi i dała pewność w każdej chwili ten naszej wędrówki przez ziemię. Pierwsze słowa Orędzia Bożego Narodzenia, jakie rozległy się na ziemi ponad dwa tysiące lat temu, brzmią: „Nie bójcie się!” (Łk 2, 10). Były to słowa skierowane do pasterzy, którzy bardzo zlękli się, ponieważ ujrzeli anioła. Według przekonań w Starym Testamencie człowiek, który ujrzał anioła – wysłańca Boga – musiał umrzeć. Anioł uspokoił pasterzy. Nie bójcie się – mówił. Nie umrzecie. Oto zwiastuję wam radość wielką… narodził się Wam Zbawiciel (Łk 2, 11).

o. Mariusz Han SJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here