Strona główna II. Formacja SUMIENIA POKOCHAĆ MISJE Witajcie Drodzy Przyjaciele!

Witajcie Drodzy Przyjaciele!

59
0

„Wakacyjny czas” w naszej wspólnocie “Dom Serca” w Rumunii był bardzo aktywny i nawet nie wiadomo, kiedy minęło ponad 10 miesięcy mojej obecności na misjach w Devie.

W lipcu, po raz pierwszy w naszej placówce odbyła się formacja wolontariuszy. Były z nami cztery osoby przygotowujące się do wyjazdu oraz wielu Przyjaciół, którzy towarzyszyli nam w tym czasie. Ich obecność podczas formacji zmieniła atmosferę w naszym Domu Serca. Było nas więcej, Dom tętnił życiem, był przepełniony radością i osobistym pięknem każdej osoby. Niezapomnianym doświadczeniem było wspólne wychodzenie na apostolat.

Najcenniejszy dar – czas i język serca

W wakacje pożegnliśmy Hermine i Mollie, które zakończyły swoje misje w Devie. Są to dla mnie bardzo ważne osoby, bo to one wprowadziły mnie w misyjne życie, były moimi przewodnikami. Dziewczyny spędziły w Devie 1,5 i 2 lata. Pożegnałyśmy się z nimi z ogromnym zaufaniem Panu Bogu. Zastanawiałyśmy się, jak we dwie poradzimy sobie z obowiązkami, do czasu przyjazdu nowych wolontariuszek. Nie wyobrażałysmy sobie, jak uda nam się odwiedzić wszystkich oczekujących na nas przyjaciół… Również i te zmartwienia były zbędne. Przychodzą mi teraz na myśl słowa Jezusa: ” Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a jedno jest potrzebne. Maria wybrała dobrą część, która nie będzie jej odebrana”. Bóg nas zaskakuje. Do pomocy przysłał na nasza placówkę w Devie na sierpień Melanie. Ten czas z Melanie był dla nas i dla naszych przyjaciół ogromnym darem. Nie miało znaczenia to, że Melanie nie mówiła po rumuńsku. Melanie pochodzi z Francji, a wśród naszych przyjaciół tylko nieliczni znają język francuski. Jednak w znacznej mierze podczas wizyt przeważał język serca. Wspólny czas upłynął bardzo szybko, bo już pod koniec sierpnia Melanie opuściła nasz Dom Serca.

Służba sercem i talentami

Juz we wrześniu powitaliśmy nową wolontariuszkę, Pie z Niemiec, dziewiętnastoletnią, muzycznie uzdolnioną dziewczynę. Tuż po ukończneiu liceum podjęła decyzję o wyjeździe na misje. Tak jak mnie i Anię ktoś wprowadzał w misje, tak teraz jesteśmy tymi, które są z Pią w tym początkowym czasie. Niebawem również dołączą do nas kolejne dwie wolontariuszki z Francji

Poznajemy miejsca, tradycje i kulturę

Wiele dzieci z naszej ulicy korzystało z urlopowego czasu. Również nas odwiedziła grupa byłych wolontariuszy z Francji, z którą odbyłyśmy ciekawą, pięciodniową pielgrzymkę po terenie Maramuresz. Maramuresz to zupełnie inne oblicze Rumunii, to górski teren, po którym są rozsiane niewielkie wioski. Tutaj ludzie żyją bardzo prosto. Ich tradycyjne stroje są bardzo barwne. Widzielismy też przepięknie malowane, stare, drewniane kościoły. Nasza pielgrzymka zakończyła się w Sighet Mszą św. Odwiedziłyśmy też Miejsce Pamięci Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu Sighet. Muzeum powstało na terenie dawnego więzienia w Sighet, zbudowanego w 1897 r. przez administrację austro – węgierską. Było to miejsce odosobnienia dla studentów, miejscowych chłopów. W 1950 r. umieszczono tam ponad sto osób z całego kraju – byłych ministrów, naukowców, ekonomistów, historyków, dziennikarzy, polityków i osób duchownych. W tym miejscu wraz z innymi biskupami grekokatolickimi był więziony kard. Iuliu Hossu, ponieważ odmówił podpisania deklaracji przejścia na prawosławie, został aresztowany 29 października 1948 r. Ciężko chory zmarł 28 maja 1970 r. w szpitalu Colentina w Bukareszcie w wieku 85 lat. Pochowany został na cmentarzu katolickim Bellu w Bukareszcie. Wspominam o nim, ponieważ w 2019 r. papież Franciszek beatyfikował go. Jedna z naszych przyjaciółek z Kościoła grekokatolickiego – Tanti Constanca opowiadała nam o tamtych czasach. Był to czas ogromnej walki o wiarę w kościele greckokatolickim.

Abyśmy byli jedno…

Ostatnio spędziłyśmy weekend wraz z Pia, Wspólnotą Domów Serca z Cluj i Przyjaciółmi, w górach, w Parku Narodowym Retezat. Był to czas ogromnie jednoczący nasze dwie wspólnoty. Wspólna wędrówka, dzielenie pięknych chwil, rozwiązywanie problemów… Kolejny raz zaskoczyło mnie piękno ludzi w Rumunii. Urzekła mnie ich troska o każdego nowego członka wyprawy: jest mi zimno, nie mam bluzy – zobacz ja mam dwie, proszę weź. Takie proste gesty ze strony dopiero co poznanych osób ujmują za serce.

Matka Boża uwielbiona

W święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny nasza trzyosobowa wspólnota pojechała do Sanktuarium Maryjnego w Radna, gdzie powierzałyśmy was wszystkich, nasze misje, naszych wszystkich Przyjaciół Matce Najświętszej. Uroczysta Msza św. była odprawiana w 3 językach: rumuńskim, węgierskim i niemieckim. Był to dla nas ogromny czas łaski, modlitwy, sakramentu spowiedzi, wyciszenia przed tym, co nas dalej czeka.

Cenne spotkania

Nasza fundacja jest miejscem dla dzieci, które nie mają rodziców, mają trudną sytuację w domu, trudne warunki. Obecnie, fundacja składa się z dwóch bloków mieszkalnych i kilku domków jednorodzinnych, w których dzieci mieszkają pod opieką pedagoga. Są też dzieci, które spędzają tam tylko dni szkolne, a na weekendy i wakacje wracają do swoich domów. Jednak sporo jest dzieci, które są tu aż do ukończenia 18 roku życia. Historia każdego z nich rozpatrywana jest indywidualnie. Dzieci z fundacji nie pytamy o ich przeszłość, bo bardzo często jest to drażliwy temat. Trzynastoletnią Kristinę, poznałam u jednej z naszych przyjaciółek – Tanti Marii, mieszkającej niedaleko Domu Serca. Tanti Maria mieszka z mężem i już od dłuższego czasu pomaga fundacji. Kristina trafiła do nich na czas wakacji. Dziewczynka jest narodowości węgierskiej, ale mówi po rumuńsku. Zauważyłam, że jest bardzo wrażliwą, o pięknej duszy nastolatką. Odwiedziła nasz Dom Serca kilka razy podczas pobytu u Tanti Marii. Jednego dnia Kristina poszła z nami na apostolat w ubogiej dzielnicy. Jej opiekunowie chcieli, aby dziewczyna poznała takie miejsca. Kristina była bardzo optymistycznie nastawiona, a ja miałam trochę obaw. Nie byłam pewna, czy to będzie dobre dla niej. Z początku, gdy poznawała ludzi, była bardzo nieśmiała, powoli jednak, otwierała się. Dzieci z Bejan też bardzo ją polubiły. Gdy wracałyśmy do domu Kristina powiedziała nam, że wyrosła w podobnych warunkach. Chodząc na apostolat, jestem niezmiernie poruszona tym, jak dzieci troszczą się o siebie nawzajem. Dzieci trafiając do fundacji, nie wiedzą, kto będzie ich opiekunem, z kim będą mieszkały, jednak jak już trafiają na siebie, budują miedzy sobą więź – stają się dla siebie braćmi i siostrami.

Urodziny u rodziny

Pojechałam z dziewczynami na Mintii – jest to uboga dzielnica cygańska, którą odwiedzamy od wielu lat, tym razem trafiłyśmy na urodziny Karola – jednego z naszych podopiecznych. Przy okazji tego wydarzenia poznałyśmy jego rodzinę – tatę i dwie siostry. Najmłodszą, tata trzymał na rękach. Beatka urodziła się w szóstym miesiącu. Ważyła niespełna kilogram. Cudem przeżyła, jednak z paraliżem od brzuszka po stopy. Lekarz powiedział, że nigdy nie będzie chodzić. Ból przeszył serca rodziców. Oni jednak nie tracą nadziei. Jeżdżą z Beatką na rehabilitację, pełni zaufania. Tata Beatki miał ciepłe, przepełnione miłością do dziecka oczy. Jednocześnie na jego twarzy malowało się tak ogromne cierpienie, tak bardzo chciałby, aby jego córeczka była zdrowa, tak pragnie jej dobra. Pytał nas, z jakich krajów jesteśmy, a gdy dowiedział się, że Pia jest z Niemiec, z ogromnym poruszeniem pytał, czy tam są dobrzy lekarze. Cały czas ma nadzieję, szuka pomocy dla córeczki. To cierpiące dziecko i jej pełna miłości rodzina, sposób, w jaki dbają o siebie, przenika duszę. Modlimy się za Beatkę, za całą rodzinę i Was bardzo proszę o modlitwę.

Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam z Naszego Domu Serca z Devy. Jestem też Wam bardzo wdzięczna za duchowe towarzystwo. Polecam Was i Wasze sprawy Panu Bogu w moich modlitwach.

Magdalena Wierciszewska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here