Strona główna III. Formacja UMYSŁU NASZ GOŚĆ Oblicza trądu

Oblicza trądu

476
0

W ostatnią niedzielę stycznia obchodzony jest Światowy Dzień Trędowatych, który uświadamia nam, że chociaż dzisiaj jest to choroba uleczalna, to nadal pozostaje symbolem największego ludzkiego cierpienia. Trąd wciąż stanowi zagrożenie dla mieszkańców najuboższych zakątków świata. O możliwościach pomocy i działaniach podejmowanych na rzecz osób dotkniętych trądem rozmawiamy z dr. Kazimierzem Szałatą, prezesem  Fundacji Polskiej Raoula Follereau, a od niedawna również prezydentem Międzynarodowej Unii Stowarzyszeń Follereau.

Jaki cel przyświeca obchodom Światowego Dnia Trędowatych?

Trąd to niesłychanie groźna choroba, która była przez całe stulecia postrachem dla mieszkańców niemal całego świata. Chorzy na trąd nie tylko cierpieli z powodu nigdy nie gojących się ran, ale też z powodu izolacji i odrzucenia przez rodzinę, społeczności lokalne. Paniczny lęk kazał wyrzucać nieszczęśników na bezludne wyspy, w niedostępne bagniste tereny tropiku, czy na wyschnięte, pozbawione życia tereny pustynne, by tam pozbawieni jakiejkolwiek opieki powoli umierali w mękach.

Wraz z rozwojem cywilizacyjnym, który poprawił warunki sanitarno-bytowe w Europie i innych rozwiniętych rejonach świata, udało się ograniczyć, a nawet wyeliminować trąd i to jeszcze zanim pojawiły się antybiotyki i skuteczne terapie. Dlatego powoli bogaty świat zapomniał o tej strasznej i groźnej  chorobie. Zapomniał o chorobie i chorych, którzy nadal cierpią tam, gdzie nie ma czasem żadnych struktur medycznych, gdzie rodzą się dzieci, które nie mają szans, by w swoim życiu spotkać lekarza. Ustanowiony, z inicjatywy wielkiego francuskiego misjonarza i myśliciela, Raoula Follereau, Światowy Dzień Trędowatych ma być okazją do przypomnienia światu o zapomnianej chorobie i zapomnianych chorych, o wciąż trwającym dramacie mieszkańców najuboższych rejonów świata.

Trąd, choć jest chorobą uleczalną, niestety nie pozwala o sobie zapomnieć…

Kiedy Raoul Follereau razem z przełożoną sióstr Matki Bożej od Apostołów, s. Eugenią Ravasio rozpoczynał wielką, światową akcję na rzecz ludzi chorych na trąd, liczba dotkniętych tą chorobą przekraczała 20 milionów. Na dodatek trąd był wtedy jeszcze chorobą nieuleczalną. Follereau i matka Eugenia wiedzieli, że chorzy mają prawo do opieki i godziwego życia. By stworzyć do tego warunki, na Wybrzeżu Kości Słoniowej powstała pierwsza wzorcowa wioska dla trędowatych Adzopé, by chorzy byli otoczeni wszelką możliwą opieką i mogli odzyskiwać utraconą godność i status społeczny. Trędowaci zakładali rodziny, pracowali, kształcili dzieci i żyli, jak inni ludzie. By jednak takie wioski pojawiły się w różnych częściach świata, potrzebna była mobilizacja sił i środków i to w skali globalnej, światowej. Dlatego Raoul Follereau 32 razy objechał kulę ziemską, głosząc wszędzie tę samą konferencję „Bóg jest Miłością”. A jeśli Bóg obdarza nas swoją miłością, winniśmy dzielić się tym niezwykłym doświadczeniem z tymi, którzy cierpią, są opuszczeni i pozbawieni godności.

Dziś sytuacja zmieniła się. Od blisko czterdziestu lat trąd jest chorobą uleczalną, pod warunkiem, że chorzy mają dostęp do leków i opieki medycznej. W ciągu ostatnich lat wyleczono kilkanaście milionów trędowatych, ale nie udało się całkowicie wyeliminować tej strasznej i groźnej choroby. Na dodatek spośród tych kilkunastu milionów „ozdrowieńców”, ponad cztery miliony byłych chorych, to ludzie ciężko okaleczeni, niezdolni do samodzielnej egzystencji, którzy wymagają stałej opieki. Dlatego przesłanie kolejnego już, 69 Światowego Dnia Trędowatych jest aktualne.

Jaki jest wkład Kościoła katolickiego w pomoc ludziom dotkniętym trądem?

W ostatnią niedzielę stycznia, niemal na całym świecie, przed kościołami można spotkać wiernych, którzy kwestują na rzecz trędowatych, którymi najczęściej opiekują się misjonarze. Kościół katolicki ma największy wkład w pomoc ludziom dotkniętym trądem. Pierwsze leprozoria powstawały przy kościołach, klasztorach i katedrach. Wśród tych, którzy pochylali się nad trędowatymi byli ludzie święci. Wspomnę tu św. Franciszka, św. Maurycego, św. Damiana z wyspy Molokai, św. Teresę z Kalkuty, czy naszego polskiego misjonarza z Wołynia bł. o. Beyzyma, założyciela ośrodka dla trędowatych w Maranie na Madagaskarze. Ta tradycja trwa do dziś, stąd też nasza stała pomoc dla trędowatych realizowana jest głównie poprzez misjonarzy i misjonarki, którzy mają odwagę odwiedzać chorych nieszczęśników w ich zagubionych, na bezdrożach Afryki, Azji, Ameryki Południowej czy wysp Pacyfiku, cuchnących trzcinowych chatach, czy ruderach slamsów.

W jakich krajach jest najwięcej chorych na trąd?

Z publikowanych przez Światową Organizację Zdrowia danych wynika, że najwięcej przypadków trądu notuje się w mocno zaludnionej Azji Południowo-Wschodniej (głównie Indie), w Afryce (Madagaskar, Wybrzeże Kości Słoniowej, Burkina Faso, Mauretania, Benin) i w Ameryce Południowej (Brazylia) oraz na dużym obszarze wysp Pacyfiku.

Po okresie gwałtownego spadku notowanych na świecie nowych przypadków, od prawie dziesięciu lat liczba chorych pozostaje na tym samym poziomie i sięga około 200 tys. nowych przypadków rocznie. Oczywiście, są to tylko przypadki zarejestrowane. Ilu naprawdę jest chorych, do których nie docierają żadne misje medyczno-diagnostyczne, tego nie wie nikt. Wiemy tylko ilu z nich trafia na leczenie. Mimo wysiłków wielu instytucji niosących pomoc ludziom chorym na trąd, wśród których, obok ruchu Follereau, należy wymienić Zakon Kawalerów Maltańskich czy Caritas, liczba nowych przypadków trądu praktycznie nie spada. Najnowsze opublikowane dane dotyczą sytuacji z 2020 roku. Wynika z nich, że w ubiegłym roku odkryto blisko 130 tys. nowych przypadków tej, wciąż groźnej choroby. Mniej więcej tyle samo osób zostało wyleczonych. Niestety, najczęściej chorzy trafiają na leczenie za późno, kiedy choroba już dokonała nieodwracalnych spustoszeń w ich organizmie. Dlatego, naszą pomoc kierujemy także do tych, którzy zostali wyleczeni, ale zostali na tyle okaleczeni, że nie są zdolni do samodzielnej egzystencji, pozostając do końca życia pod opieką specjalnych ośrodków.

Co sprawia, że trąd, w niektórych zakątkach świata, nadal stanowi tak poważny problem?

Podstawowym problemem w walce z trądem jest ubóstwo krajów słabo rozwiniętych. Tam gdzie panuje ludzka bieda, warunki sanitarne urągające ludzkiej godności, gdzie brak jest dostępu do żywności, czystej wody, gdzie nie funkcjonują w stopniu wystarczającym zorganizowane struktury opieki  medycznej, tam tworzą się warunki do rozwoju tej choroby. Na dodatek, trąd jest bardzo podstępny i trudny do zdiagnozowania. Przez wiele lat można być zarażonym, zarażać innych, nie mając żadnej świadomości zagrożenia.

Od kilku lat coraz wyraźniej widać, że podstawowym orężem w walce z rozprzestrzenianiem się trądu jest dostęp do czystej wody pitnej. Pandemia Covid 19, w której tak mocno akcentuje się konieczność utrzymania higieny osobistej dla powstrzymania rozprzestrzeniania się złośliwego wirusa, jeszcze bardziej uświadomiła nam ten ścisły związek. Dlatego w ramach walki z trądem budujemy studnie.

A jak to się stało, że zajął się Pan pomocą dla trędowatych?

Wszystko zaczęło się od spotkania. Tak jak kiedyś przejęty losem trędowatych Raoul Follereau w ogrodzie klasztoru sióstr Matki Bożej od Apostołów w Venissieux spotkał s. Eugenię Ravasio, tak i ja, podczas jednej z sesji formacyjnych w Centre International de Formation Chrétienne w Genewie, spotkałem syna duchowego Raoula Follereau – André Récipon. To on wprowadził mnie w tę fantastyczną przygodę niesienia pomocy tym, których nam posyła sam Jezus, by nas uwolnić od egoizmu i zapatrzenia w siebie. Dzięki temu spotkaniu zrozumiałem, że to, co dostałem od innych, moje wychowanie, wykształcenie, moje zanurzenie w głęboką refleksję filozoficzną największych umysłów tego świata domaga się świadectwa. „Na cóż przydaje się wiedza, jeśli nie służy człowiekowi?” – to pytanie, które kiedyś postawił na Uniwersytecie Paryskim Raoul Follereau od każdego z nas domaga się jasnej odpowiedzi i to nie tylko na poziomie intelektualnym, ale na poziomie relacji do drugiego człowieka. Wyobraźnia miłosierdzia, o której mówił nam św. Jan Paweł II rodzi się nie z  chwilowego wzruszenia, ale z mądrości. Spotkanie z ruchem Follereau pozwoliło mi wejść głębiej w świat misji świętych, które od zawsze mnie fascynowały.

Czy spotkania z osobami dotkniętymi trądem są dla Pana „lekcją życia”? 

Widziałem wielu ludzi zniszczonych trądem: ludzi okaleczonych, niewidomych, bez rąk, bez nóg. Jednak wśród nich nie widziałem ludzi smutnych. Były to osoby cieszące się każdą chwilą życia, każdą odrobiną szczęścia czerpanego z najprostszych gestów i słów. Za każdym razem zdumiewa mnie, że mimo swego kalectwa, cierpienia, czują smak życia. Taki smak, który chyba zatraciliśmy, żyjąc nawet w dobrobycie, w luksusach, ciągle jesteśmy niezadowoleni, nienasyceni, pełni lęku o następny dzień. Wiele nauczyłem się od spotykanych osób trędowatych, zwłaszcza od dzieci dotkniętych tą chorobą. A jeszcze więcej nauczyłem się od tych, którzy powiedzieli Panu Bogu „tak”, gdy postawił na ich drodze tych, którymi nikt inny nie chciał się zajmować. Spotykałem ciężko pracujących misjonarzy i misjonarki, którzy zawsze obdarzali drugiego człowieka uśmiechem. Byli wolni od lęku o każdy następny dzień. Spotkanie z trędowatymi i ich opiekunami w zakonnych habitach, było uzupełnieniem moich studiów, przemyśleń i wykładów na temat moralnej kondycji człowieka, który jest mocny na tyle, na ile potrafi zaufać Bogu. Misjonarzy postrzegam jako ludzi w pełni oddanych Panu Bogu.

Na czym polega opieka w ośrodkach dla trędowatych?

Opieka nad trędowatymi ma wiele wymiarów i obejmuje diagnostykę, leczenie, opiekę pielęgniarską, ale też dbałość o higienę, zapewnienie środków do życia, znalezienie pracy dla tych, którzy przynajmniej częściowo wracają do zdrowia i co najważniejsze, rehabilitację społeczną, umożliwiającą powrót byłym chorym do normalnego życia rodzinnego i społecznego. Mimo, iż trąd jest dziś uleczalny i nawet ci, którzy noszą widoczne ślady przebytej choroby nikomu nie zagrażają, powrót do rodziny i lokalnej społeczności nie jest łatwy. Trąd wciąż budzi paniczny lęk, a człowiek dotknięty tą chorobą uważany jest za poważne zagrożenie. Dlatego bardzo ważna jest świadomość, która może pozwolić uwolnić się od nieuzasadnionego lęku. Światowy Dzień Trędowatych jest znakomitą okazją do organizowania akcji informacyjnych zarówno w krajach misyjnych, jak też w krajach, w których zapomniano o trądzie i potrzebach trędowatych.

Trąd, to nie tylko choroba… Raoul Follereau mówił, że walka z trądem będzie skuteczna, jeśli będzie zarazem walką z „wszelkim trądem”…

Tak, to jest warunek konieczny. Bowiem trąd wywołany bakterią Hansena rozwija się w najbiedniejszych rejonach świata na skutek rozlicznych trądów, które rozwijają się i niszczą ludzi w bogatych krajach. Warto o tym pamiętać.

Wszelkie postacie trądu duchowego, który dotyka mieszkańców zamożnych krajów, mają podobny charakter co choroba wywołana laseczką Hansena. Są trudne do zdiagnozowania, rozwijają się dyskretnie podstępnie i niepostrzeżenie niszcząc nas od wewnątrz, a kiedy już ujawniają się pierwsze symptomy, jest zazwyczaj za późno… Egoizm, relatywizm moralny, bezbożność, nikczemność ludzka, paniczny lęk przed utratą pozycji społecznej, prestiżu – to prawdziwe choroby naszej cywilizacji, która coraz bardziej odrywa się od swych naturalnych korzeni chrześcijańskiej wiary i ludzkiej mądrości.

Światowy Dzień Trędowatych, to także dla nas okazja do postawienia sobie pytań o moją kondycję moralną.

W listopadzie 2021 r. został Pan wybrany na prezydenta Międzynarodowej Unii Stowarzyszeń Follereau….

To było ważne wydarzenie nie tylko dla mnie, ale też dla Międzynarodowej Unii, skupiającej wszystkie fundacje i stowarzyszenia noszące imię Raoula Follereau, działające w różnych częściach świata. Od ponad trzydziestu lat Union Internationale des Associations Raoul Follereau kierowana była przez szefa Fundacji francuskiej. Teraz prezydencja wyszła daleko poza Francję. Wiceprezydentem został mój przyjaciel Jean Coty Ibrahim Diakite z Abidżanu (Wybrzeże Kości Słoniowej). To oczywiście dla mnie wielkie zobowiązanie. Mam nadzieję, że siły mi dopiszą, a Duch Święty wskaże nowe kierunki i cele rozwoju naszej międzynarodowej wspólnoty skupionej wokół orędzia ewangelicznego miłosierdzia.

W Polce obchody Światowego Dnia Trędowatych przebiegają pod patronatem polskiej Fundacji Raoula Follereau, której jest Pan prezesem. Jakie podejmuje działania ta Fundacja?

Fundacja Polska Raoula Follereau jest jedną z młodszych fundacji z całej rodziny Follereau. Oczywiście od samego początku korzystamy z doświadczeń fundacji z dłuższym stażem, choć w ciągu ostatnich dwudziestu lat wypracowaliśmy własne, dostosowane do polskich warunków formy działania. Wspieramy misjonarzy poprzez konkretne projekty oraz doraźne formy pomocy w bieżącej działalności misyjnych ośrodków niosących pomoc najbardziej potrzebującym. Od kilku lat, w miarę naszych możliwości, budujemy studnie w Afryce. W Polsce organizujemy co roku obchody Światowego Dnia Trędowatych i Światowego Dnia Chorego. Ponadto od prawie dwudziestu lat organizujemy doroczne festiwale misyjne i zloty Misyjnego Apostolstwa Niepełnosprawnych Dzieci. Z powodu pandemii musieliśmy odwołać ostatnie spotkania, ale jeśli Bóg pozwoli, wrócimy do nich. Idąc za przesłaniem Raoula Follereau, angażujemy się nie tylko w pomoc materialną, ale też rozwijamy pracę formacyjną młodzieży. Od lat wspieramy realizowaną przez Uniwersytet Otwarty UKSW Szkołę Katedralną w Łucku na Ukrainie. Stale współpracujemy z Komisją Episkopatu Polski ds. Misji, Krajową Radą Misyjną, której jestem członkiem, ale też z harcerzami ze Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej, z uczniami szkół i studentami kilku uczelni. Wszystko w ramach szeroko pojętej walki z trądem pod każdą jego postacią.

Dziękuję za rozmowę

rozmawiała Renata Różańska

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here