Strona główna II. Formacja SUMIENIA BYĆ DAREM Próby

Próby

158
0

Już kilkukrotnie w Martyrii pisałem o tym, jaki wpływ na moje postrzeganie świata ma nasz syn Jan. Jak jego dziecięca prostota wpływa na relacje w naszym małżeństwie, jak dzięki jego szczerym, prostym słowom, stajemy się lepszymi, dojrzalszymi ludźmi. Jednak tym razem, impuls do tekstu dał nasz młodszy syn – Jonasz, który dopiero w kwietniu tego roku skończy pierwszy rok życia.

Jest już coraz bardziej aktywny. Możemy nawiązać z nim więcej interakcji. Reaguje, uśmiecha się, potrafi wyrazić różne emocje – zadowolenie, radość, smutek, złe samopoczucie. Uczy się coraz więcej. Póki co, wyzwaniem dla niego jest utrzymanie równowagi na własnych nogach i o własnych siłach. Wymyślił sobie prostą zabawę – próbuje wstawać, wspinać się i kiedy stara się to zrobić, prawie każdorazowo upada. Co jest zauważalne i wyjątkowe w tej zabawie, to jak wielką radość sprawia mu jego walka z kolejną próbą. Im bardziej mu się nie udaje, tym każdy kolejny sprawdzian bardziej go motywuje, sprawiając coraz więcej satysfakcji. A dodatkowo poprzednie nieudane „razy” dają już doświadczenie, co zrobić, by uniknąć błędu.

Kiedy przyglądałem się tej z pozoru nic nieznaczącej zabawie, zacząłem zastanawiać się, czy nie tak powinna wyglądać codzienna walka człowieka? Walka w przenośni oznaczająca zmaganie się z ogromem obowiązków, wieloma problemami, z wyznaczanymi celami. Zmaganie się i pokonywanie własnych słabości, ułomności czy nawet uzależnień. Jeśli wyznaczasz cel, to musisz od samego początku liczyć się z tym, że nie zawsze uda się go zrealizować za pierwszym razem. Musisz być świadomy, że upadek jest realny, ale nie oznacza on, braku możliwości powstania po raz kolejny.

Upadki

Zaczął się Wielki Post, który jest właśnie czasem wyzwań, stawiania sobie postanowień, różnych sposobów na pokutę, umartwienia się. Doskonale rozumiem, co to znaczy mieć problem z postnym postanowieniem. Kiedy jego realizacja przychodziła z trudem. Kiedy nie udawało się dotrzymać słowa. Kiedy postawiony cel okazał się za trudny. Wtedy staram się przypomnieć sobie sceny z Drogi Krzyżowej, te dotyczące upadków Jezusa pod ciężarem krzyża. Wiemy, że On doskonale wiedział, jak skończy się droga krzyżowa, jaki jest jej cel, a po każdym upadku ostatkami sił podnosił się i dawał z siebie wszystko, aby cel ten zrealizować. Upadki w drodze nie są najważniejsze. Ważne jest, aby z nich wyciągać wnioski. Zastanawiać się, dlaczego się wydarzyły, co zrobić, aby kolejny raz udało się je ominąć.

Pokrzepi

Powstawanie robi się trudne wtedy, kiedy upadki się mnożą. Kiedy nie jest to pierwszy czy nawet piąty raz. Prób podjęliśmy już tyle, że straciliśmy sens. Jezus przychodzi nam wtedy z pomocą, mówiąc: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11, 28). Zdumiewa mnie zawsze dosłowność słów Jezusa, który mówi: „ przyjdź do mnie, a Ci pomogę.” Nie mówi nam po ludzku – wyślij mi e-mail’a ze swoją prośbą, zobaczę, co da się zrobić, tylko mówi: „przyjdź, a pomogę Ci, dodam Ci sił, bo sam nie dajesz sobie rady.” Zapewnia, obiecuje, gwarantuje.

Kiedy zdarzy Ci się upadać, próbuj wstać kolejny raz. Ciesz się tym, że masz kolejną szansę i nie poddawaj się, próbuj. Być może musisz coś poprawić. Każdy upadek, strata sił, niech będzie dla Ciebie motywacją, żeby jeszcze raz podjąć próbę, bo ważny jest cel Twojej drogi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here