Strona główna I. Formacja SERCA Z WIARĄ NA TY Przyjdź, Panie Jezu!

Przyjdź, Panie Jezu!

137
0

I oto kolejny Adwent w naszym życiu. Jak go przeżyjemy? Czy pozostawi w nas jakiś trwały ślad? Czy przemknie zupełnie niezauważalnie przygłuszony przedświąteczną krzątaniną? Może będzie pełen postanowień o porzuceniu nałogów, z obowiązkową spowiedzią przedświąteczną (może jedyną w roku), z rekolekcjami (o ile obowiązki pozwolą). A później przyjdzie zwykłe codzienne życie i niewiele z tego pozostanie. Oby nie!

Wołanie!

Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! I wszyscy ujrzą zbawienie Boże (Łk 3, 3-5).

O jakże dzisiejsza pustynia świata potrzebuje takiego wołania! Wołania o opamiętanie, o porzucenie dróg, które w rzeczywistości są bezdrożami, o wyrównanie pagórków pychy, o zasypanie przepaści oddzielającej biednych od bogatych, o zakopanie toporów wojennych. Słowa Jana Chrzciciela nie straciły nic ze swej aktualności, ale czy bierzemy na poważnie pełne troski wezwanie do nawrócenia, do przemiany swego życia? Wielu z tych, którzy przychodzili słuchać Jana Chrzciciela przewartościowało swoje życie i odwróciło się od zła. Ale nie wszyscy… Herodiada do żywego dotknięta słowami Jana – który publicznie piętnował jej cudzołożny związek ze szwagrem – doprowadziła do bestialskiej śmierci Jana, żądając jego głowy na misie.

A czy ja potrafię przyjąć Słowo napomnienia? A może je uśmiercam, wyrzucam w niepamięć i nie podejmuję przemiany życia w Jego świetle? A kochający Bóg ciągle woła i ostrzega: Nie dążcie do śmierci przez swe błędne życie, nie gotujcie sobie zguby własnymi rękami (Mdr 1, 12).

Zagrożenie!

W wędrownym cyrku, rozstawionym niedaleko pewnej wioski w Danii wybuchł pożar. Potrzebna była szybka pomoc, istniało bowiem niebezpieczeństwo, że przez suche pola ogień dotrze do wiejskich domów. Dyrektor cyrku wysłał po pomoc jednego z artystów – błazna, ubranego w swój charakterystyczny strój. Klaun najszybciej jak mógł pobiegł do wsi i prosił napotkanych mieszkańców o pomoc. Ale ci nie potraktowali go poważnie, myśląc, że to jedna ze sztuczek. Na nic zdało się błaganie i przekonywanie, że cyrk rzeczywiście stoi w płomieniach i ogień zagraża również im. Reakcją były salwy śmiechu i oklaski, tych którzy uważali, że świetnie odgrywa rolę, do której został wyznaczony. Według nich miał on ściągnąć jak największą liczbę chętnych na występy cyrkowe, a reklama była świetnie przemyślana. Im bardziej błagał, tym większy śmiech temu towarzyszył. Ludzie pełni radości gratulowali mu świetnie odegranej roli. Daremnie biegał od jednego do drugiego, tłumacząc, że nie udaje, że mówi o czymś rzeczywistym i poważnym. Wszystkie wysiłki poszły na marne – cyrk spłonął, a wraz z nim cała wioska (J. Ratzinger, Wprowadzenie w chrześcijaństwo).

Powyższa historia dobrze ilustruje współczesne czasy. Na podobną śmieszność może narazić się każdy, kto próbuje ostrzec dzisiejszego człowieka przed różnymi zagrożeniami duchowymi, kto mówi o cierpieniu, jakie gotujemy sobie, prowadząc grzeszne życie. Świat chce się bawić, pragnie rozrywki, a Kościół jak zwykle wszystko psuje. Błazna nikt nie bierze na serio w jego błazeńskim stroju ze średniowiecza. Nieważne, co powie. Jego rola odpowiednio go klasyfikuje. Wszyscy z góry wiedzą, że to błazen. Myślę, że wielu kapłanów, katechetów tak się czuje – bo jak w dzisiejszych czasach można mieć tak średniowieczne poglądy! Błazen robi przedstawienie, które nie ma z rzeczywistością nic wspólnego. W obrazie tym ukazana jest trudna rzeczywistość niemożności ukazania, jak sprawy wiary są ważne w codziennym ludzkim życiu.

Ratunek!

Takim błaznem w oczach ówczesnych ludzi mógł być Noe, który na poważnie potraktował ostrzeżenie Boga o zbliżającym się potopie. Według Bożego słowa zaczął żyć, każdą chwilę poświęcając na budowę arki, gdy w tym czasie jego sąsiedzi oddawali się swoim sprawom. Potop nie nadchodził, Boże słowo się nie wypełniało, co mogło być powodem szyderstw wielu. Jak nie poddać się ich presji? Noe sam jeden, a ich tak wielu. Ale wytrwał. I trud się opłacił.

Chrystus porównuje swoje powtórne przyjście przy końcu świata do powodzi, która nawiedziła mieszkańców ziemi za czasów Noego. Powódź zmiotła i zgubiła wszystkich grzesznych mieszkańców ziemi. Uratował się tylko sprawiedliwy Noe z rodziną, który poważnie wziął do serca ostrzeżenie Boga o mającym nadejść kataklizmie i schronił się w wybudowanej przez siebie Arce. Gdyby współcześni Noemu ludzie wzięli poważnie do serca ostrzeżenie Boże, byliby ocaleli. Dlatego Jezus ostrzega: Czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny, kiedy Syn Człowieczy przyjdzie. Są to słowa pełne miłości i troski. Jezus nie chce zastać nas nieprzygotowanymi, bo przyszedł na ziemię nie po to, by nas potępić, lecz zbawić. Dlatego z wdzięcznością przyjmijmy kolejny Adwent w naszym życiu. To nie tylko czas oczekiwania na Boże Narodzenie, ale też na powtórne przyjście Jezusa przy końcu świata.

Oby zastał nas przygotowanymi i czuwającymi.

Adriana Kurasz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here