Strona główna RÓŻNE W szkole życia św. Urszuli (Julii) Ledóchowskiej (1856-1939): ufność – drogą do...

W szkole życia św. Urszuli (Julii) Ledóchowskiej (1856-1939): ufność – drogą do świętości

13
0

„Więcej można wyufać niż wymodlić” – powtarzała niejednokrotnie swoim siostrom Matka Urszula Ledóchowska – założycielka Zgromadzenia Urszulanek Serca Jezusa Konającego. Także dziś, pośród trosk i przeciwności Jej słowa i przykład życia wskazują nam pewną drogę do świętości.

Ufność św. Urszuli nie polega na czekaniu ze spuszczonymi rękami na wyroki Bożej Opatrzności. Ufność to pełna dynamizmu aktywność, z uporem podejmowane starania, by czynić ten świat cząstką Bożego Królestwa korzystając z talentów, którymi nas obdarza, podejmując wyzwania przekraczające ludzkie możliwości z wiarą, że On pomnoży trud i wysiłek, odważnie przeciwstawiając się trudnościom w przekonaniu, że On czuwa, wspiera i prowadzi.

Otwartość na Boże wezwanie

W 1907 roku po 21. latach klauzurowego życia w krakowskim domu sióstr urszulanek, opowiadając na zaproszenie petersburskiego duchowieństwa, Matka Urszula opuściła ojczyznę, zdjęła zakazany w carskiej Rosji strój zakonny i jako „zakonspirowana” zakonnica, a oficjalnie hrabina Ledóchowska objęła kierownictwo internatu dla dziewcząt przy polskim gimnazjum katolickim, udaremniając plany jego likwidacji. „Niełatwo mi było pożegnać ten dom – wspominała – ale widziałam w tym wezwaniu wolę Bożą”. Niełatwe było też życie funkcjonującej w ukryciu pączkującej przy Matce i rozrastającej się wspólnoty zakonnej i realizacja podjętej misji w warunkach zakazu sprawowania nabożeństw, stałego zagrożenia szykanami ze strony władz, rewizjami. „Od dwu tygodniu jesteśmy bez Mszy świętej. Ot, kraj swobody i cywilizacji (…) Wolałabym prześladowanie pierwszych wieków. Mówiono tak i szło się na śmierć.. Tutaj ścigają, duszą, trzeba kręcić, wić się jak wąż. Padam ze zmęczenia (…) Wszystko wokół mnie się wali. Czasem poddaję się przygnębieniu, to prawda, ale się podnoszę (…) przecież jestem w ręku Boga i nie przestaję powtarzać mego fiat.” „Nigdy nie trzeba nam poddawać się zwątpieniu, nigdy, choćby wszystko szło coraz gorzej. Gdy zaś jest najgorzej – to Jezus jest najbliżej – poda rękę, wyratuje, nie da zginąć tym, którzy dla Niego pracują.”

Wszędzie, gdzie Bóg prowadzi..

Po wybuchu Wielkiej Wojny, wydalona z Rosji przemierzyła kraje skandynawskie. Jako przedstawicielka Sienkiewiczowskiego Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny wygłosiła w miejscowych językach około 80 odczytów, zbierając datki na pomoc rodakom i uwrażliwiając społeczeństwo na „sprawę Polską”. Otworzyła w Djurscholmie szkołę języków obcych. Objęła opieką osierocone dzieci polskich robotników, zakładając w Alborgu ochronkę, której zapleczem finansowym była prowadzona przez siostry szkoła i domy dla letników. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, wraz z dziećmi i siostrami, tworząc nową gałąź urszulanek powróciła do kraju, by tu z rozmachem służyć tym, którzy byli w największej potrzebie. Po latach patrząc z dłuższej perspektywy czasowej mogła powiedzieć: „Bóg sam wszystko obmyślił, wszystko prowadził, wszystkim kierował. Ja (…) byłam tylko pionkiem na szachownicy, którym wyższa ręka kierowała, rządziła, przerzucając z miejsca na miejsce, z kraju do kraju, aż do spełnienia nie moich zamysłów…”

Ufność wobec braków

Chociaż rodzące się Zgromadzenie nie dysponowało potrzebnymi funduszami, ani wystarczającą liczbą sióstr, ufność w niezawodną opatrzność Bożą połączona z pełną zaangażowania pracą pozwalała Jej podejmować wyzwania, na które nie było finansowego pokrycia (wzniesienie domu studenckiego w Warszawie, odbudowa podominikańskiego klasztoru w Sieradzu, przerwana przez wojnę budowa kościoła w Czarnym Boże k. Wilna oraz Sanktuarium Andrzeja Boboli w Janowie Poleskim). „Wytrwałość Matki w podejmowanych pracach – wspominał wileński arcybiskup Romuald Jałbrzykowski – i pewność zwycięstwa idei Bożej była zdumiewająca, a wypływała z dziecięcej wprost ufności w Bożą pomoc.”  Zaufanie połączone z realizmem kazało jednocześnie poszukiwać dróg utrzymania podjętych dzieł na przeróżnych polach pracy sióstr. „Odważni – jak pisała – cuda działają, wszystko przezwyciężą, ale jak tylko zaczynają poddawać się nieufności, zaczynają też i tonąć.”

Do swojej śmierci w 1939 roku mimo braków personalnych i finansowych założyła prawie 40 domów, wysyłając chociaż po dwie siostry wszędzie tam, gdzie widziała taką potrzebę. Jej lekarz podkreślał, że „nie było w niej lęku o rozpoczynane prace. Była pewna, że ich cel będzie osiągnięty, tak jak jest w planach Bożych”.

Przesłanie

W testamencie pozostawiła swoim siostrom wskazanie, które pozostaje stale aktualnym drogowskazem: „ufność niezachwiana, dziecięca, spokojna jest jednym z największych dowodów miłości, jakie Jezusowi dać możemy. Ufajcie, Dzieci moje, ufajcie, choćby horyzont życia był czarny jak noc, ufajcie! Pan Jezus, Serce Jezusa zwyciężyło świat i wszystkie biedy i nędze świata”.

s. Anna Tejszerska SJK

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here