Strona główna I. Formacja SERCA ZAMYŚLENIA Na całe życie…

Na całe życie…

83
0

Miałam okazję uczestniczyć w pięknych jubileuszach zawarcia sakramentu małżeństwa. Pary świętowały 50., 60., a nawet 70. rocznicę zawarcia sakramentu małżeństwa. To było niesamowite doświadczenie. Zapytałam jedną z par, jak udaje się im tak pogodnie przeżywać wspólnie tyle lat? Odpowiedział mi p. Kazimierz, że kiedy mówił to sakramentalne „tak” – to wiedział, że jest to „tak” – na całe życie. „A jak Pan Bóg pozwala żyć dłużej, to warto postarać się, aby w tym życiu było zawsze trochę więcej radości niż przykrości” – wyjaśniał straszy pan.

Co nazywasz miłością?

Każdego roku w Polsce odnotowuje się coraz więcej rozwodów. Znalazłam artykuł p. dr Wandy Półtawskiej, która odpowiada na podstawowe pytanie: Dlaczego ludzie nie wytrzymują ze sobą całego życia? W swoich rozważaniach, popartych obserwacjami z ostatnich 25. lat prowadzenia małżeństw w poradni, stwierdza: „Z prostej przyczyny, bo się nie kochają. A nie kochają się, bo nie biorą pod uwagę tego, że mają się kochać. Bo co innego nazwali miłością. A miłość to jest odpowiedzialność za drugiego człowieka i za siebie samego. Masz dojść do nieba.” Kiedy po raz pierwszy przeczytałam te słowa, wzbudziły we mnie bunt. „Jak to małżonkowie się nie kochają? – Kochają się!” Ciężar tych słów pada na to, co nazywamy miłością. Nie tylko pary małżeńskie różnią się w odpowiedziach, ale nawet poszczególne osoby inaczej rozumieją, czym jest miłość. Pozwoliliśmy sobie, aby nasz fundament człowieczeństwa, małżeństwa, rodziny określały „autorytety” z telewizji, Internetu, czy kolorowych pism, opartych na tymczasowości i przeżywaniu przyjemności tu i teraz. A to wszystko od początku jest konkretne, wpisane w nasze istnienie i zgodne z naturą. Papież Paweł VI w encyklice „Humanae vitae” mówił bardzo wyraźnie: „Małżeństwo nie jest wynikiem ślepych sił przyrody. Ustanowił je Stwórca, w celu zrealizowania swojego planu miłości.” Można zadać sobie pytanie, w jaki sposób swoimi decyzjami, wpisujemy się w plan Boga? Zachęcam do zapoznania się z treścią wspomnianej encykliki. Jak podkreśla dr Półtawska: „Ten dokument rodziny katolickie powinny mieć w domu, znać go na pamięć i żyć według niego. To jest: recepta na realizację małżeństwa szczęśliwego, to jest Boży plan.”

Do przemyślenia

Dr Wanda Półtawska na kanwie 60. lat pracy z małżeństwami wyszczególnia po dwa „podstawowe grzechy” kobiet i mężczyzn, przez które trudniej jest wytrzymać ze sobą. „Ustaliłam takie dwa podstawowe grzechy kobiet i dwa podstawowe grzechy mężczyzn. Otóż, powszechnie kobiety grzeszą potworną pazernością i zuchwałością. Nie darują niczego i chcą posiadać wszystko. Odbywa się w ten sposób, że zacięta pani potrafi 10, 15 lat sto razy wypominać mężowi krzywdę, przykrość, jaką jej zrobił. Od tego są wolni mężczyźni, oni w ogóle nie pamiętają, oni w ogóle się nie czepiają. Powiedział jej 15 lat temu, że jest głupia i nie może do dzisiaj mu tego zapomnieć, chociaż sama mówi głupio zrobiłam. Ile razy kobieta myśli: głupio zrobiłam, jestem głupia, zrobiłam głupio. Każdy człowiek coś głupiego zrobi, bo nie jest człowiek idealny. Dobry, jest dobry, ile może, ale nie jest geniuszem dobroci i mądrości. Więc każdy coś zrobi głupiego, no i dobrze. On jej powie: jesteś głupia. Ona się obraziła i do dzisiaj mu to wypomni, nie daruje za nic. Pazerność: w moim materiale wszystkie kobiety grzeszą, pchając mężczyzn w materializm, ponieważ żądają stale od nich świadczeń. Ani jedna kobieta nie powiedziała mi w poradni, że jest zadowolona z tego, ile zarabia mąż, ale że przynosi za mało pieniędzy. Choćby nie wiem, ile ich było, one chcą mieć wszystko…

Analogicznie, wypatrzyłam u mężczyzn podstawowe sposoby zachowania, które niszczą małżeństwo: zarozumialstwo i egoizm. Potworne zarozumialstwo facetów, którzy są absolutnie przekonani, że wszystko wiedzą, co jest prawdą. Baba nic nie rozumie, bo głupia, a on jeden mądry. Potworny egoizm, on sobie, „a co mnie kto obchodzi”, on – telewizor, on gra w piłkę, on lubi patrzeć… Potworny egoizm mężczyzn, którzy w ogóle nie zwracają uwagi na potrzeby drugiego człowieka. Dążą do swoich celów. Natomiast prawdą jest, że nie czepiają się drobiazgów. Ja mam taki scenariusz: przychodzi do mnie pani, trzy godziny opowiada, jakiego to ma strasznego męża. Odpowiadam: kobieto, to po co Pani wzięła najgorszego mężczyznę?- Ach nie był taki, zmienił się. -Proszę pani, to jeśli zmienił się w małżeństwie, to może Pani go zepsuła? Dobry chłopak się ożenił, a stał się zły mąż? To co się z nim stało? Taka jest linia małżeństwa, dobry mąż, dobra żona, po latach rozwód. To jest prawda! Degradacja moralna małżeństwa! To zagraża małżeństwom! Nie żaden ekonomiczny kryzys, nie żadne społecznie złe stosunki, nie żadne argumenty, że państwo się nie zajmuje rodziną. To, że oni nie kochają się, są egoistami i dążą do własnych celów, a nie do wspólnych. Nie ma ,,my’’. I dzieci są takie, jakie są.

Pięćdziesiąt procent dzieci w szkole jest z rozbitych małżeństw. Co wy, ludzie dorośli, robicie z tym małżeństwem? To nie jest problem państwa, to nie jest problem parafii, to nie jest problem czyjś tam, tylko twój. Człowiek sam ma małżeństwo realizować i sposób, jak realizuje to małżeństwo, to jest egzamin. Nie przygotowałeś się w sobie, no to nie umiesz być. Jakie jest pierwsze przygotowanie do małżeństwa? Człowiek powinien być przygotowany do tego, by przestał kłamać, bo nie wolno kłamać, nie wolno kraść, nie wolno być egoistą, nie wolno być takim, że nie można go znieść. Człowiek ma być takim, żeby każdemu było z nim dobrze, ma być święty. I Ojciec Święty mówi bardzo prosto: Świętość jest prosta, bardzo prosta. Bo świętość jest to tylko i wyłącznie posłuszeństwo…”

Urzeka mnie i zawstydza p. dr Wanda Półtawska. Dlatego też na naszą „gmatwaninę” zmagań z codziennością w małżeństwie i relacjach z drugim człowiekiem poddaję kilka jej wypowiedzi pod refleksję, abyśmy mieli, w czym się przejrzeć jak w czystym źródle…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here