Strona główna II. Formacja SUMIENIA PEŁNA ŁASKI - CZYSTA TAJEMNICA Bóg na obraz i podobieństwo człowieka

Bóg na obraz i podobieństwo człowieka

49
0

„Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” — takie słowa padają już w pierwszej księdze Starego Testamentu (Rdz 1, 26). Prawda znana i niemal oczywista. Mam jednak wrażenie, że nie zastanawiamy się nad sensem tych słów, a nawet więcej; przeinaczamy je, tworząc sobie Boga, na nasz obraz i nasze podobieństwo.

Zaczynając od wyglądu Trójcy Świętej — Jezus, wiadomo, przyszedł na świat, żebyśmy mogli Go dotknąć, poznać, zobaczyć, poczuć i nie tworzyć o Nim wyobrażeń. Sam mówił, że przez poznawanie Jego, poznajemy też Ojca. Duch Święty? Sprawa trochę bardziej skomplikowana, ale też „do ogarnięcia” za pomocą pewnych symboli: powiew wiatru, ogień, gołębica, woda… A największy problem mamy z Ojcem. Najbardziej „niedostępny”, tajemniczy. Na pewno starzec, wiadomo, w końcu stworzył świat. Raczej surowy wyraz twarzy, niezbyt usatysfakcjonowany, no czego innego możemy się spodziewać po Kimś, kogo Jego własne stworzenie zdradziło, Kto zesłał potop, wszystkie plagi egipskie i generalnie jest Sędzią Sprawiedliwym, który za dobre wynagradza (trzeba zasłużyć!), a za złe karze (z zaangażowaniem!).

Nieprawdziwy wizerunek Ojca

Robimy z Boga sędziego, policjanta i oskarżyciela w jednym. Jezus, ta fajniejsza Osoba z Trójcy Świętej występuje w roli adwokata, wiadomo, „nasz człowiek”. Za to Bóg, niedostępny, zimny. Posępny starzec siedzący na chmurze, wyszukujący w tłumie ludzi tego konkretnego nieszczęśnika i mruczący do siebie: „No Kowalski, dzisiaj Twoja kolej, już ja Ci pokażę…”. Księgowy, liczący każde nasze podknięcie, skrupulatnie zapisujący je w naszej prywatnej księdze win. Policjant, który doszukuje się błędów i absolutnie nie odpuści śledztwa w sprawie przewinień. Narcyz, oczekujący od człowieka chwalenia i wysławiania samego siebie, swojej chwały, wielkości oraz potęgi. Rasista! Kochający jednych bardziej od drugich, i błogosławiący jednym bardziej, niż innym. Witamina, którą bierze się, kiedy dolega problem — taka na receptę, jak już nic innego nie pomoże, bo „jak trwoga, to do Boga”. Bożek, któremu trzeba obowiązkowo dać kilka zaklęć, jakichś modłów, rytualnie iść do kościoła w niedzielę, bo wiadomo, „Bozia patrzy” — a jak się dopatrzy, że człowiek ma nieobecność na mszy, to wiadomo — zaraz się auto popsuje i kłótnia w związku wyskoczy, więc lepiej jednak „być na czysto”. A jaki jest Twój nieprawdziwy obraz Boga?

 

Bóg miłości, dobra i obfitości

To, co mówi do nas Bóg na kartach Pisma Świętego, nie jest proste. Wybaczać, kiedy ktoś krzywdzi i postanawia poprawę (notabene, jeden z warunków dobrej spowiedzi: nie tylko przeprosić, ale i zadośćuczynić). Kochać, także nieprzyjaciół. Nie zazdrościć. Mam wrażenie, że wiele odłamów chrześcijaństwa powstało dlatego, że ludzie nie zgadzali się z interpretacją tego, co powiedział Bóg i tworzyli sobie Boga dostosowanego do własnych potrzeb. Zrobiła tak moja koleżanka, która po rozwodzie nawet nie starała się o stwierdzenie nieważności w kościele katolickim, tylko przeszła na protestantyzm, żeby „mieć i nowego męża, i dostęp do Boga, a Maryja to jakoś nigdy jej kręciła”. Bycie letnim katolikiem jest niebezpieczne z tego względu, że bez fundamentów, bez korzeni i rozumienia, zagłębiania tego, w co wierzymy, szukania prawdy, bardzo łatwo jest zostać przekonanym do zmanipulowanych faktów, kłamstw, głupot i wygodnych półprawd.

Zachwyca mnie to, że Maryja nie tworzyła Jezusa na swój obraz, przynajmniej tak mi się wydaje, kiedy patrzę na scenę w Kanie Galilejskiej. Maryja nie mówi Jezusowi, co ma zrobić. Nie poucza Go, nie naradza się z Nim, nie kontroluje Go. „Zrób wino czerwone, półsłodkie może, nie wiem, 300 litrów? Bo nie mają młodzi, rozumiesz? Problem jest, Synu, pospiesz się, bo nie ma czasu, trzeba to ogarnąć. To jak, weźmiesz się za to?”. Tak często w modlitwach mówię Bogu, co się dzieje i od razu podaję, moim zdaniem, najlepsze rozwiązanie. I, oczywiście, oczekuję rozwiązania w najbliższym możliwym terminie. A Maryja pokornie mówi: „Nie mają wina”. I tyle. Bóg sobie z tym poradzi. Z moimi problemami również. Z Twoimi też, tylko zaufaj.

Żeby Go poznać, trzeba z Nim przebywać i budować relację

Maryja znała Go tak dobrze i prawdziwie, że Bóg poprosił Ją o urodzenie Syna. O danie światu człowieka, który go Zbawi. Możemy Maryi tej relacji pozazdrościć, ale ona nie wzięła się znikąd. Wiemy, że Maryja rozważała wiele spraw w swoim sercu, była pobożną Żydówką, na pewno niejedną godzinę poświęciła nie tylko na mówieniu do Boga, ale i na słuchaniu. Inaczej jak Bóg mógłby do Niej posłać anioła z dobrą nowiną, gdyby Maryja cały czas na modlitwie tylko mówiła i tłumaczyła Bogu, czym ma się zająć? Ja mam problem z wyciszeniem się i słuchaniem, czekaniem na odpowiedź. Jak więc mogę się obruszać, że Bóg do mnie nie mówi? Może mówi, tylko ja nie słyszę…? A Ty słyszysz?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here